Mocne postanowienie poprawy i żal za grzechy. W temacie bloga. Zdecydowanie za rzadko tu piszę.
Czym wypełnić lukę – poza swoimi przynudzeniami o życiu? Większą ilością przynudzeń o życiu! Już usiłowałem raz wprowadzić to, co zamierzam własnie wprowadzić – skończyło się wyłącznie na zamiarach.
Może teraz sie uda – oto playlista na dziś (poniżej). Co robię, czego słucham i jak spędzam resztki wolnego czasu. Niby wiele go nie mam – ale wypełniam go po brzegi. Zobaczymy jak sprawdzi się takie coś i czy starczy mi konsekwencji by prowadzić to częściej. Założenie jest takie, że będzie codziennie.
Od dwóch tygodni jestem w posiadaniu potężnej maszyny z 64bitową Vistą. Na giełdzie odradzano mi jej kupno, sugerowano XPka. I sam nie wiem – żałuję czy nie. O Viscie nie mam jeszcze wyrobionego zdania. Spodobały mi się jej bajerki… i tyle póki co. Zaliczyłem już kilka bluescreenów – ale cały czas to dla mnie faza testów. Karta graficzna – potwór Radeon 4870 X2. 8 Gb RAM. W sumie prawie dwa terabajty przestrzeni dyskowej. Totalna apokalipsa. Zobaczymy jak się będzie pracować teraz. Czy system po miesićau sie zamuli…. i czy będę żałować, że nie kupiłem iMaca – bo taki był plan na początku.
Playlista na dziś:
Surfuję:
The Daily Figure
Piękny sajt. Piękna kreska. Wspaniałe rysunki “z gestu” – takie rzeczy otrzeźwiają człowieka i przypominają jak wiele się jeszcze muszę nauczyć by rysować dobrze. No i waham się czy nie powiesić sobie czegoś takiego w kuchni:

Na stronie jest tego więcej...
Słucham:
http://www.deezer.com/track/1143915
http://www.deezer.com/track/1143907
Bloodhound Gang. Jeśli ktoś miałby śpiewać moje poezje – to tylko oni.
Oglądam:
“Guzikowcy” Zelenki. W kawałkach – na przenośnym playerku – więc pewnie jeszcze ze dwa dni to będzie na plejliście. Pół obejrzałem i wciąga.
Czytam:
“Incal” – komiks Moebiusa i Jodorowsky’ego. Moebiusa bardzo poważam. Warto obejrzeć, poczytać, choć całość ma ponad 300 stron.
Gram:
Far Cry – w oczekiwaniu na Far Cry 2
YouTube:
Bloodhound Gang – Uhn Tiss Uhn Tiss Uhn Tiss
No i znowu trochę odgrzewania kotletów. Znalazłem rękopisy “Pieśni detepowców” – śmiałego w zamierzeniach dzieła przerobienia całej polskiej muzyki na muzykę dla operatorów DTP. A w zasadzie tekstów piosenek. Jeszcze słowem wyjaśnienia – operator DTP to osoba, która robi skład komputerowy dokumentów, które potem idą do druku. Jak każda podejrzana grupa (więźniowie, hiphopowcy itp.) posiada swój własny slang, który występuje w poniższych piosenkach. Poczytajcie sobie, moi radośni czytelnicy:
Autobiografia (detepowca) (Perfect)
Miałem dziesięć lat
Gdy w detepu wszedłem świat
W mej piwnicy był nasz group
Kumpel Maca zniósł
Usłyszałem Quarka blues
I nie mogłem w nocy spać
Pierwszy pecet zmarł
Tego też załatwił Quark
Znów nie można zleceń brać
W naświetlarni gwar
Jak tornado żem się wdarł
Chciałem wręcz
Klisze brać
Cromalin Bóg wie gdzie
I wydruki już nie te
Choć z drukarni folder zszedł
Z myszki został wiór
Wyświeciłem milion bzdur
I poznałem pedeef
Klipartowy szał
Każdy z nas ich pięćset miał
Zamiast nowej pary dżins
A w sobotnią noc
Nadgodziny, pracy moc
Strasznie się nie chciało żyć
Było nas trzech
Rychu, Zdzichu i Grzech
Ale jeden przyświecał nam cel
Za kilka lat
Mieć u stóp caly skład
I zleceń w bród
Alpagi łyk
Szparowanie po świt
Niecierpliwy w nas ciskał się duch
Ktoś dostał gloss
To zawiesił ktoś coś
Coś działo się
Poróżniła nas
Za jej bez babolów twarz
Każdy by się zabić dał
W pewną letnią noc
Przysłała mi pliki .doc
Nie dostałem to com chciał
Powiedziała mi
Klisz komplety mają być
Ja jej że postscripta mam
Szparowała raz
Nie wyświecił nikt na czas
Znów jak pies byłem sam
Sto różnych ról
Klient zwieksza mój ból
Nie nauczył Corela mnie nikt
Przed Macem na wznak
Przechlapałem swój czas
Najlepszy czas
W naświetlarni bez braw
Głupa musiałem grać
W takich sprawach, że jeszcze mi wstyd
Pewnego dnia
Szef powiedział, że ja
Nie umiem nic
Słuchaj mnie tam
zCMYKowałem się sam
Oto wyśnił się wielki mój sen
Medialny tłum
Spija reklamy znów
Drukują mnie
W drukarni pan
Mówi: “Na dysku mam
Z projektami straszliwy chlew”
Otwieram plik
I nie mówie już nic
Znów kiepski skan…
Kocham Cię jak Irlandię (Choć tak szparujesz nieładnie) (Kobranocka)
Strasznie mieszać w Corelu ci przyszło
Robiłaś skład niedokładnie
Kiedy czuję klisz twych bliskość
To stwierdzam – szparujesz nieładnie
Ref: A Ty znów jakiś font krzywisz
Sejwujesz, wypuszczasz coś dalej
Drukarze są nieszczęśliwi
I nie chcą drukować Cię wcale
Przed Quarkiem żywisz obawę
Że na postscriptach gdzieś padniesz
W Photoshopie lubisz zabawę
Choć tak szparujesz nieładnie
Ref: Ponownie jakiś font krzywisz
Sejwujesz, wypuszczasz coś dalej
Drukarze są nieszczęśliwi
I nie chcą drukować Cię wcale
Przy pracy poligraficznej
Jakaś czcionka wypadnie
Choć klient dał twarde wytyczne
Ty ciągle szparujesz nieładnie
Ref: I znowu jakiś font krzywisz
Sejwujesz, wypuszczasz coś dalej
Drukarze są nieszczęśliwi
I nie chcą drukować Cię wcale
Czy ktoś ci kiedyś wybaczy
Że działasz tak nieporadnie
Czy montaż dla Ciebie coś znaczy
Bo tak szparujesz nieładnie
Ref: A Ty znów jakiś font krzywisz
Sejwujesz, wypuszczasz coś dalej
Drukarze są nieszczęśliwi
I nie chcą drukować Cię wcale
Przeżyj to sam (Corel to chłam) (Lombard)
W zlecenie patrzysz bez emocji
Na przekór czasom, terminom wbrew
Ciągle pracujesz w dzień czy w nocy…
Choć twoje gały już nie te.
Ktoś inny robi skład za Ciebie.
Gdy widzi eRGieB podnosi krzyk
A Ty w Corelu, bo tak lepiej,
Chociaż z poscripta nie będzie nic.
Ref: W Quarku zrób sam!
Corel to chłam!
I to Corel ma najwięcej skaz
Przecież jeszcze Quarka masz…
Widziałeś montaż znów w dzienniku
Był na tym zdjęciu sejmowy tłum
I jeden babol wzrok Twój przykuł:
Złe szparowanie ludzkich głów
Corel wywalił się jak krowa
Na .cdr-y cię wzięła złość.
I począł w Tobie gniew kiełkować,
I pomyślałes: CORELA DOŚĆ!
Ref: W Quarku zrób sam!
Corel to chłam!
I to Corel ma najwięcej skaz
Przecież jeszcze Quarka masz…
Czyż to nie są piękne songi do śpiewania przy ognisku wraz z całą agencją reklamową? W tym miejscu pragnę serdecznie pozdrowić wszystkich detepowców, których udało mi się spotkać w życiu – o dziwo – większość była całkiem do rzeczy.
Piosnka dnia: Iron Maiden – Be Quick Or Be Dead
Piątek. Miły w pracy – niewiele dziś było do roboty i z perspektywą miłego weekendu – jutro dokonuję zakupu nowego komputera – potwora, więc komfort pracy zwiększy się mocno. W domu niezwykle miły wieczór, więc czego jeszcze do szczęścia potrzeba? Odrobiny poezji oczywiście. Tym razem wiersz wojenny z przygotowywanego tomiku “Działa zebrane”.
Wieczna wojna
Szturmuję twe ciało – rozpoczęła się wojna.
Nie szykujesz obrony a ja jestem gotowy.
Mój adiutant się pręży – a tyś niespokojna,
Rozpocząłem potężny nalot nalot dywanowy.
Linia frontu przebiega przez kotlinę łona.
Armia rusza dziarsko spośród piersi wzgórz
I mój dzielny żołnierz pokona cię lub skona.
Dywizja pancerna w dolinie jest już.
Na podmokłym terenie mój desant zanika,
Zajmuje pachnącą sawannę twych ud.
A cel jest w zasięgu wyciagnięcia języka.
Czy w pełni docenisz żołnierski mój trud?
Zajmuję pozycję. Gotowość bojowa.
I bombarduję cię pieszczotami.
Nie istnieje wcale tarcza rakietowa,
Żadnych pól minowych nie ma między nami.
Łuk lotu pocisku z potężną głowicą
Ma koniec w tej grocie, gdzie sztab ma obrona.
Ucieka twe wojsko, bezładną ławicą.
Mój odważny żołnierz zadanie wykonał.
No i na deserek odrobina muzyki, tym razem dziwny wybór – Kylie Minogue “In My Arms”
Pierwszy raz od wielu dni miałem dziś okazję popracować z Przyjacielem. Poczuć więź mózgów przez pracę w tzw. teamie. Nie działaliśmy razem już od kilku chyba lat, z góry cieszyłem się na to jak dziecko, po takiej pracowej rozłące. I było jak dawniej – może tylko mniej luzu, za to więcej chłodnego profesjonalizmu, w końcu w reklamie (to branża, w której siedzimy obaj) mamy coś ponad dziesięcioletni staż. Nie wiem jak Przyjaciel – ale ja poczułem magię. Poczułem sie jak dawniej, gdy siedzieliśmy razem i tworzyliśmy rzeczy niestworzone bez narzucania sobie jakiegoś kagańca i barier. Fakt, że teraz bariery istnieja, robimy coś wg dość wyraźnych wytycznych – ale i tak było całkiem miło.
Dzień spłynął mi właśnie na tym, poranek z synem a popołudnie-wieczór z Przyjacielem. A. wyfrunęła do koleżanki, Dziobak starał się nam grzecznie nie przeszkadzać, pytając ze dwa razy czy dalej “programujemy reklamy”. ![]()
Rozmawiałem z A. przed snem, dość smutna to była rozmowa. No, może nie smutna – ale temat był smutny – o koleżance, która ma dziecko, męża gdzieś za granicą i ledwo daje radę tutaj, a pod względem mieszkaniowym naprawdę kiepsko.
A teraz siedzę sobie i zastanawiam się – czy pracować dalej samodzielnie, złapać za PlaySyation czy może spisać kolejne wiersze, które narodziły sie we mnie w międzyczasie. Zresztą – od pewnego czasu cała ta “kreatywność” aż się wylewa ze mnie i nie bardzo mam nawet czas, żeby ja spożytkować. Mam nadzieję tylko, że nigdy jej nie zbraknie. Amen.
Ostatnio co coś zalinkuję z YouTuba – to to zdejmują od razu… Może teraz się uda. Dla Ciebie, Przyjacielu.
Red Hot Chili Peppers – My Friends
Mówię wam. Będzie dobrze. Będzie cudownie. Jak w niebie.
Właśnie wybaczyłem wszystkim wszystko. Kiedyś i mnie może będzie wybaczone.
Posłuchajcie tego – Ashes To Ashes grupy Faith No More. Coś pięknego – najpierw tekst, potem video:
I want them to know it’s me
It’s on my head
I’ll point the finger at me
It’s on my head
Give it all to you
Then I’ll be closer
Smiling with the mouth of the ocean
And I’ll wave to you with the arms of the mountain
I’ll see you
I will let you shout no more
It’s on my head
I’ll pick you up from the floor
It’s on my head
I’ll let you even the score It’s on my head
Give it all to you
Then I’ll be closer
Smiling with the mouth of the ocean
And I’ll wave to you with the arms of the mountain
I’ll see you
Give the same to me then I’ll be closer, closer
Give the same to me then I’ll be closer, closer
Smiling with the mouth of the ocean
And I’ll wave to you with the arms of the mountain
Give the same to me then I’ll be closer
Porozmawiałem z Agą. O naszym związku – poważnie, bardzo długo. Jak naprawiać – nalezy zrozumieć, gdzie zgrzyta. Będziemy się starać. Wiele będziemy. Oby wyszło.
Naokoło wieży
musi być stąd jakieś wyjście
powiedział błazen do złodzieja
jest za duże zamieszanie
nie mogę znaleźć ukojenia
biznesmeni piją moje wino
oracze ryją moją ziemię
ile to wszystko jest warte
tego nikt z nich nie wie
nie ma się co podniecać
złodziej mówił łagodnie
jest między nami wielu takich
co myślą że życie to tylko żart
ale ty i ja mamy to a głowy
i to już nie jest nasz los
nie mówmy kłamstw
zapada już noc
naokoło wieży
królewna patrzy i wie
że kobiety przychodzą i odchodzą
bosonogie sługi też
gdzieś daleko stąd
zawarczał dziki ryś
dwaj podróżni nadjeżdżali
i wiatr zaczynał wyć
Złowieszczo brzmią mi w głowie genialne strofy T.S. Eliota od wielu dni, gdy sobie myślę o swoim życiu, końcówka “Wydrążonych ludzi” – to w sumie oczywiście o mnie. Chodzi mi konkretnie o piątą, finalną część poematu:
Więc okrążajmy kaktus nasz
Kaktus nasz kaktus nasz
Więc okrążajmy kaktus nasz
O piątej godzinie rano
Pomiędzy ideę
I rzeczywistość
Pomiędzy zamiar
I dokonanie
Pada Cień
Albowiem Twoje jest Królestwo
Pomiędzy koncepcję
I kreację
Pomiędzy wzruszenie
I odczucie
Pada Cień
A życie jest bardzo długie
Pomiędzy pożądanie
I miłosny spazm
Pomiędzy potencjalność
I egzystencję
Pomiędzy esencję
I owoc jej
Pada Cień
Albowiem Twoje jest Królestwo
Albowiem Twoje jest
Życie jest
Albowiem Twoje jest
I tak się właśnie kończy świat
I tak się właśnie kończy świat
I tak się właśnie kończy świat
Nie hukiem ale skomleniem.
I jeszcze cudo-perełka-klejnocik:
Faith No More – Stripsearch
Marcin Świetlicki – Korespondencja pośmiertna
Otóż: w jakiś tam sposób nie byłem ci wierny;
istniał świat. A to rozprasza. Ja budziłem się
i żyłem, dotykałem, jadłem, rozmawiałem,
piłem wino i grałem w ludzkie gry, jeździłem
koleją i pozowałem do zdjęć, rozproszyłem się,
wybacz.
Otóż: w jakiś tam sposób nie byłam ci wierna,
byłam zajęta w innych miejscach, w innych
ludziach, prócz ciebie miałam pory roku,
zwierzęta, drzewa, wojny, dzieci, wielką przestrzeń
do ogarnięcia. Dopiero teraz zostanę przy tobie,
wybacz.
I teraz będzie wszystko? Nie będzie niczego.
Kapelusze i dachy, korony drzew, wieże,
drogi i tory kolejowe, rzeki – stąd widziane
rozpłyną ci się zaraz. Pozwoliłam sobie
zrobić dopisek na twojej kartce pocztowej,
wybacz.
Posłuchaj tutaj.
Garść wierszy celem poprawienia nastroju, który zmienił się nagle w gorzką rezygnację… Wiersze to zaczątek nowego tomiku pt. “Wiesze o dużym stopniu napięcia i natężenia”, który to tomik zostanie wydany w tym roku (na pastwę ognia) nakładem wydawnictwa “Poezje wyłącznie boldem”.
Eksperymenty z prądem I
palec posmarowałem
świeżym bobrzym sadłem
i w kontakt wsadziłem
jebło.
aż przysiadłem.
Eksperymenty z prądem II
język do otworków
niejednokrotnie już wsadzałem
choć delikatny byłem i czuły niezwykle
jebło.
aż się odturlałem.
Eksperymenty z prądem III
umyśliłem sobie różne
zabawy dobrze znane
całkiem erotyczne
jebło.
aż na ścianę.
I z innej beczki. Kolejny głupi wiersz.
Niemoc
ciało
mi zastrajkowało
co się stało?
co stało
nie wstało
leżało
czyżby drugie ciało
zbyt mało
podniecało?
dziewczę się spakowało
wychodząc zaśmiało
śmiało wymaszerowało
ciao!
Metallica – “Turn The Page”
Chcę zobaczyć morze. Jak najszybciej. To ostatnio moje pragnienie główne. Ciągnie mnie na plażę by popatrzeć na fale. Pamiętam jak kiedyś z A. wyrwaliśmy się na jeden dzień ze stolicy. Pojechaliśmy do Gdańska, poleżeliśmy na plaży – to był jej pomysł, ta tęsknota za morzem. Nie zaraziłem się tym wtedy, nie czułem tego. Teraz ja bym najchętniej tam ruszył, jak najszybciej. Popatrzeć, posłuchać szumu. Kusi strasznie.
That’s right.
My Dying Bride – “The Cry Of Mankind”