Spróbuj powiedzieć to bez potknięcia językowego.
Zasuszony suseł przy szosie szeleściwszy
szesnastą szaszetkę szaszłyków rozkruszał.
Sześciuset Szoszonów sosem spoiwszy
strofował szynszylę. A szalała susza.
Jak widać nudzę sie trochę. Nic do roboty, trzeba jakoś sobie wypełniać czas. Siedzę, słucham muzyki i jest mi mało fajnie. I jakoś tak nostalgicznie. Stąd nowy, powyższy wiersz. Wiem, że bez sensu. Ale doznania językowe niezapomniane, jak powiedział kiedyś jeden mój kolega z polonistyki wychodząc z pokoju w akademiku z nową panną. Wprawdzie nie mam żadnego kolegi z polonistyki, a całą historię zmyśliłem – ale całe sformułowanie brzmi wystarczająco zabawnie by je tu umieścić.
Dla Pawełka
nie posiadam telewizora
nie posiadam samochodu
nie posiadam komputera
nie posiadam dowodu
nie posiadam konta
nie posiadam zmywarki
nie posiadam telefonu
nie posiadam sekretarki
posiadam 27 kilogramów najczystszej miłości
dozowanej prosto w serce
nie posiadam
się
z radości
Nie ma syna, jeszcze kilka dni – dopiero wróci od teściów. Wariuję trochę z tego powodu, choć mało o tym mówię. Brak mi go.
No i znowu trochę odgrzewania kotletów. Znalazłem rękopisy “Pieśni detepowców” – śmiałego w zamierzeniach dzieła przerobienia całej polskiej muzyki na muzykę dla operatorów DTP. A w zasadzie tekstów piosenek. Jeszcze słowem wyjaśnienia – operator DTP to osoba, która robi skład komputerowy dokumentów, które potem idą do druku. Jak każda podejrzana grupa (więźniowie, hiphopowcy itp.) posiada swój własny slang, który występuje w poniższych piosenkach. Poczytajcie sobie, moi radośni czytelnicy:
Autobiografia (detepowca) (Perfect)
Miałem dziesięć lat
Gdy w detepu wszedłem świat
W mej piwnicy był nasz group
Kumpel Maca zniósł
Usłyszałem Quarka blues
I nie mogłem w nocy spać
Pierwszy pecet zmarł
Tego też załatwił Quark
Znów nie można zleceń brać
W naświetlarni gwar
Jak tornado żem się wdarł
Chciałem wręcz
Klisze brać
Cromalin Bóg wie gdzie
I wydruki już nie te
Choć z drukarni folder zszedł
Z myszki został wiór
Wyświeciłem milion bzdur
I poznałem pedeef
Klipartowy szał
Każdy z nas ich pięćset miał
Zamiast nowej pary dżins
A w sobotnią noc
Nadgodziny, pracy moc
Strasznie się nie chciało żyć
Było nas trzech
Rychu, Zdzichu i Grzech
Ale jeden przyświecał nam cel
Za kilka lat
Mieć u stóp caly skład
I zleceń w bród
Alpagi łyk
Szparowanie po świt
Niecierpliwy w nas ciskał się duch
Ktoś dostał gloss
To zawiesił ktoś coś
Coś działo się
Poróżniła nas
Za jej bez babolów twarz
Każdy by się zabić dał
W pewną letnią noc
Przysłała mi pliki .doc
Nie dostałem to com chciał
Powiedziała mi
Klisz komplety mają być
Ja jej że postscripta mam
Szparowała raz
Nie wyświecił nikt na czas
Znów jak pies byłem sam
Sto różnych ról
Klient zwieksza mój ból
Nie nauczył Corela mnie nikt
Przed Macem na wznak
Przechlapałem swój czas
Najlepszy czas
W naświetlarni bez braw
Głupa musiałem grać
W takich sprawach, że jeszcze mi wstyd
Pewnego dnia
Szef powiedział, że ja
Nie umiem nic
Słuchaj mnie tam
zCMYKowałem się sam
Oto wyśnił się wielki mój sen
Medialny tłum
Spija reklamy znów
Drukują mnie
W drukarni pan
Mówi: “Na dysku mam
Z projektami straszliwy chlew”
Otwieram plik
I nie mówie już nic
Znów kiepski skan…
Kocham Cię jak Irlandię (Choć tak szparujesz nieładnie) (Kobranocka)
Strasznie mieszać w Corelu ci przyszło
Robiłaś skład niedokładnie
Kiedy czuję klisz twych bliskość
To stwierdzam – szparujesz nieładnie
Ref: A Ty znów jakiś font krzywisz
Sejwujesz, wypuszczasz coś dalej
Drukarze są nieszczęśliwi
I nie chcą drukować Cię wcale
Przed Quarkiem żywisz obawę
Że na postscriptach gdzieś padniesz
W Photoshopie lubisz zabawę
Choć tak szparujesz nieładnie
Ref: Ponownie jakiś font krzywisz
Sejwujesz, wypuszczasz coś dalej
Drukarze są nieszczęśliwi
I nie chcą drukować Cię wcale
Przy pracy poligraficznej
Jakaś czcionka wypadnie
Choć klient dał twarde wytyczne
Ty ciągle szparujesz nieładnie
Ref: I znowu jakiś font krzywisz
Sejwujesz, wypuszczasz coś dalej
Drukarze są nieszczęśliwi
I nie chcą drukować Cię wcale
Czy ktoś ci kiedyś wybaczy
Że działasz tak nieporadnie
Czy montaż dla Ciebie coś znaczy
Bo tak szparujesz nieładnie
Ref: A Ty znów jakiś font krzywisz
Sejwujesz, wypuszczasz coś dalej
Drukarze są nieszczęśliwi
I nie chcą drukować Cię wcale
Przeżyj to sam (Corel to chłam) (Lombard)
W zlecenie patrzysz bez emocji
Na przekór czasom, terminom wbrew
Ciągle pracujesz w dzień czy w nocy…
Choć twoje gały już nie te.
Ktoś inny robi skład za Ciebie.
Gdy widzi eRGieB podnosi krzyk
A Ty w Corelu, bo tak lepiej,
Chociaż z poscripta nie będzie nic.
Ref: W Quarku zrób sam!
Corel to chłam!
I to Corel ma najwięcej skaz
Przecież jeszcze Quarka masz…
Widziałeś montaż znów w dzienniku
Był na tym zdjęciu sejmowy tłum
I jeden babol wzrok Twój przykuł:
Złe szparowanie ludzkich głów
Corel wywalił się jak krowa
Na .cdr-y cię wzięła złość.
I począł w Tobie gniew kiełkować,
I pomyślałes: CORELA DOŚĆ!
Ref: W Quarku zrób sam!
Corel to chłam!
I to Corel ma najwięcej skaz
Przecież jeszcze Quarka masz…
Czyż to nie są piękne songi do śpiewania przy ognisku wraz z całą agencją reklamową? W tym miejscu pragnę serdecznie pozdrowić wszystkich detepowców, których udało mi się spotkać w życiu – o dziwo – większość była całkiem do rzeczy.
Piosnka dnia: Iron Maiden – Be Quick Or Be Dead
Piątek. Miły w pracy – niewiele dziś było do roboty i z perspektywą miłego weekendu – jutro dokonuję zakupu nowego komputera – potwora, więc komfort pracy zwiększy się mocno. W domu niezwykle miły wieczór, więc czego jeszcze do szczęścia potrzeba? Odrobiny poezji oczywiście. Tym razem wiersz wojenny z przygotowywanego tomiku “Działa zebrane”.
Wieczna wojna
Szturmuję twe ciało – rozpoczęła się wojna.
Nie szykujesz obrony a ja jestem gotowy.
Mój adiutant się pręży – a tyś niespokojna,
Rozpocząłem potężny nalot nalot dywanowy.
Linia frontu przebiega przez kotlinę łona.
Armia rusza dziarsko spośród piersi wzgórz
I mój dzielny żołnierz pokona cię lub skona.
Dywizja pancerna w dolinie jest już.
Na podmokłym terenie mój desant zanika,
Zajmuje pachnącą sawannę twych ud.
A cel jest w zasięgu wyciagnięcia języka.
Czy w pełni docenisz żołnierski mój trud?
Zajmuję pozycję. Gotowość bojowa.
I bombarduję cię pieszczotami.
Nie istnieje wcale tarcza rakietowa,
Żadnych pól minowych nie ma między nami.
Łuk lotu pocisku z potężną głowicą
Ma koniec w tej grocie, gdzie sztab ma obrona.
Ucieka twe wojsko, bezładną ławicą.
Mój odważny żołnierz zadanie wykonał.
No i na deserek odrobina muzyki, tym razem dziwny wybór – Kylie Minogue “In My Arms”
Zaszufladkowany do: @wierszem
Dziś coś z klasyki, ostrej jak brzytwa. I nie mówcie, że jestem zboczony.
W malinowym chruśniaku
(pierwotna wersja, której Leśmian nie chciał opublikować)
W malinowym chruśniaku przed ciekawym wzrokiem
Zapodziani po głowę przez długie godziny
Kochałem cię jak inne wszystkie swe dziewczyny,
W zgrabnej tej pozycji, co się zowie “bokiem”.
Ty mruczałaś głośno, ja łamałem kwiaty,
A rdzawe guzy na słońcu wygrzewał liść chory,
Gdy w ustach trzymałem piersi twych wisiory,
A do ud twych się skradał mój organ kosmaty.
Duszno było od westchnień, strasznieś mnie drapała…
A szept nasz tylko wówczas cichnął wśród potu twej woni,
Gdyś mi go trzymała w prześlicznej swej dłoni
I gdym się nim wgłębiał w otwory twego ciała.
I stało wciąż w malinach me narzędzie pieszczoty!
Tej pierwszej, tej zdziwionej, i mierzyło w ciebie.
Włożyłem – wyciągnąłem, było ci jak w niebie,
“Powtarzaj, ukochany” – nabrałaś ochoty.
I nie wiem, jak się stało, w którym oka mgnieniu,
Żeś dotknęła mi pupą spoconego czoła,
Więc ci dałem klapsa – oddałaś w skupieniu,
Aż echo plaśnięcia rozległo się dokoła.
Dziś wiersz smutny i przygnębiający. Coś, po czym zmieni się wasze spojrzenie na świat, Coś, po czym poczujesz się drogi czytelniku wstrząśnięty – nie zmieszany. Oto ta perła poezji ursynowskiej:
Ostatnie pożegnanie
W żalu nieutuleni
I pogrążeni w bezbrzeżnym smutku,
Tragedią naszą strwożeni
Będziemy płakać do skutku…
To było dla nas szokiem…
Odzszedł ten, co nas złączył.
W budce przed naszym blokiem
Przed chwilą…
browar się skończył.
Ostatnio mało piszę o sobie. I wogóle ostatnio mało piszę. I jakoś mi z tym dobrze, bo nie mam nic chyba za bardzo do powiedzenia poza tym, że usiłuję naprawiać stare błędy. Chyba się udaje póki co. Może jutro napiszę coś więcej. Stay tuned.
Zaszufladkowany do: @wierszem
Dziś wiersze smutne, nostalgiczne. O pożądaniu i stracie. Coś, co nie ukoi Waszych skołatanych dusz, jedynie przejedzie po nich pazurem wspomnień. Autor jak zawsze wciela się w erotomana i superfaceta. Jak zawsze – możecie ronić łzy podczas czytania. Nie wstydźcie się tego. Ale potem idźcie do psychiatry, bo to znaczy, że coś z Wami nie tak.
Rozstania
Zwabiłem ją do domu,
i wiersze jej czytałem.
Co utwór – to drink,
ostre tempo miałem.
Szybko się zakończył
wieczór poetycki.
Gdzieś po siedmiu drinkach
pokazała cycki.
No a potem – wiecie…
Przed samym świtaniem
Sprawnie się rozstała
Z całym swym ubraniem.
A ja będąc chłopem,
Nie jakimś idiotą,
To sam chwilę później
Rozstałem ją z cnotą.
Niestety gdym kimał
Ta nie mówiąc wiele
Sprawnie mnie rozstała
Z wypchanym portfelem.
Gorzko rozmyślałem
Już podczas śniadania:
Ach, jakże bolesne
Bywają rozstania.
Przyjaźń
Robiliśmy to wszędzie,
Robiliśmy nieraz.
A ty mnie nazywasz
przyjacielem teraz?
Gdy tu sobie siedzę
Wspomnieć nikt nie broni
Jak mój “wkład” w naszą “przyjaźń”
Trzymałaś w swej dłoni.
Infectious Grooves – Violent And Funky (tak, ten bass, co go tam słychać gra teraz w Metallice)
Dałem odrobinę blogowi na przeczyszczenie, wywaliłem kilkanaście akapitów, dobrze mu toi zrobi – jak mawiają mistrzowie – pisanie polega na skreślaniu.
Odnalazłem także kilka prastarych wierszydeł, które niniejszym cytuję – i które zapewne znajdą się w moim następnym tomiku poetyckim. Birerzcie i czytajcie z tego wszyscy:
Pomoc dorgowa
stoję – łup! – podjeżdżam – ciągnę
stoję – łup! – podjeżdżam – ciągnę
stoję – łup! – podjeżdżam – ciągnę
stoję – łup! – podjeżdżam – ciągnę
stoję – łup! – podjeżdżam – ciągnę
i od nowa
pomoc drogowa.
Furmanka
wychodzę w bezkres dnia
wychodzę na ulicę
wychodzę w chłód poranka
dostojna i nieustraszona
dzika, nieujarzmiona
asfaltem płynie
furmanka.
Wał
miażdżę
płaszczę
tłoczę
zgniatam
jak mnie zwał
tak mnie zwał
możesz do mnie mówić “wał”.
Metallica – “The Day that never comes”
Zaszufladkowany do: @wierszem
Kilka wierszy, których nie powstydziłby się nawet Piotr Rubik. Gdyby pisał wiersze.
Wypaliłem się
by nie wstać i nie wyjść – trzymam się fotela
przysypiam na layoutach, które usypiają
musimy być dzielni jak ksiądz, co niedziela
jak żarówki Philipsa, co się nie wypalają
musimy być sprawni jak zagłębie Ruhry
jeszcze tylko 35 lat do emerytury
Strumień świadomości
przez przedpokój przepłynął
strumień świadomości
i teraz chlupocze
w butach moich gości
Guzik doktora Pai-Chi-Wo
i gdy cię naciskam na twoj guzik tajny
mówisz że ci dobrze i że jestem fajny
Erotyk elastyczny
Ach przestań już krzyczeć:
“Zaspokój pragnienie!”
Nie pospieszaj dziewczę
- Zmieniam ogumienie
I jeszcze Peeping Tom “We’re Not Alone”
Porozmawiałem z Agą. O naszym związku – poważnie, bardzo długo. Jak naprawiać – nalezy zrozumieć, gdzie zgrzyta. Będziemy się starać. Wiele będziemy. Oby wyszło.
Naokoło wieży
musi być stąd jakieś wyjście
powiedział błazen do złodzieja
jest za duże zamieszanie
nie mogę znaleźć ukojenia
biznesmeni piją moje wino
oracze ryją moją ziemię
ile to wszystko jest warte
tego nikt z nich nie wie
nie ma się co podniecać
złodziej mówił łagodnie
jest między nami wielu takich
co myślą że życie to tylko żart
ale ty i ja mamy to a głowy
i to już nie jest nasz los
nie mówmy kłamstw
zapada już noc
naokoło wieży
królewna patrzy i wie
że kobiety przychodzą i odchodzą
bosonogie sługi też
gdzieś daleko stąd
zawarczał dziki ryś
dwaj podróżni nadjeżdżali
i wiatr zaczynał wyć