Mówię wam. Będzie dobrze. Będzie cudownie. Jak w niebie.
Właśnie wybaczyłem wszystkim wszystko. Kiedyś i mnie może będzie wybaczone.
Posłuchajcie tego – Ashes To Ashes grupy Faith No More. Coś pięknego – najpierw tekst, potem video:
I want them to know it’s me
It’s on my head
I’ll point the finger at me
It’s on my head
Give it all to you
Then I’ll be closer
Smiling with the mouth of the ocean
And I’ll wave to you with the arms of the mountain
I’ll see you
I will let you shout no more
It’s on my head
I’ll pick you up from the floor
It’s on my head
I’ll let you even the score It’s on my head
Give it all to you
Then I’ll be closer
Smiling with the mouth of the ocean
And I’ll wave to you with the arms of the mountain
I’ll see you
Give the same to me then I’ll be closer, closer
Give the same to me then I’ll be closer, closer
Smiling with the mouth of the ocean
And I’ll wave to you with the arms of the mountain
Give the same to me then I’ll be closer
Porozmawiałem z Agą. O naszym związku – poważnie, bardzo długo. Jak naprawiać – nalezy zrozumieć, gdzie zgrzyta. Będziemy się starać. Wiele będziemy. Oby wyszło.
Naokoło wieży
musi być stąd jakieś wyjście
powiedział błazen do złodzieja
jest za duże zamieszanie
nie mogę znaleźć ukojenia
biznesmeni piją moje wino
oracze ryją moją ziemię
ile to wszystko jest warte
tego nikt z nich nie wie
nie ma się co podniecać
złodziej mówił łagodnie
jest między nami wielu takich
co myślą że życie to tylko żart
ale ty i ja mamy to a głowy
i to już nie jest nasz los
nie mówmy kłamstw
zapada już noc
naokoło wieży
królewna patrzy i wie
że kobiety przychodzą i odchodzą
bosonogie sługi też
gdzieś daleko stąd
zawarczał dziki ryś
dwaj podróżni nadjeżdżali
i wiatr zaczynał wyć
Złowieszczo brzmią mi w głowie genialne strofy T.S. Eliota od wielu dni, gdy sobie myślę o swoim życiu, końcówka “Wydrążonych ludzi” – to w sumie oczywiście o mnie. Chodzi mi konkretnie o piątą, finalną część poematu:
Więc okrążajmy kaktus nasz
Kaktus nasz kaktus nasz
Więc okrążajmy kaktus nasz
O piątej godzinie rano
Pomiędzy ideę
I rzeczywistość
Pomiędzy zamiar
I dokonanie
Pada Cień
Albowiem Twoje jest Królestwo
Pomiędzy koncepcję
I kreację
Pomiędzy wzruszenie
I odczucie
Pada Cień
A życie jest bardzo długie
Pomiędzy pożądanie
I miłosny spazm
Pomiędzy potencjalność
I egzystencję
Pomiędzy esencję
I owoc jej
Pada Cień
Albowiem Twoje jest Królestwo
Albowiem Twoje jest
Życie jest
Albowiem Twoje jest
I tak się właśnie kończy świat
I tak się właśnie kończy świat
I tak się właśnie kończy świat
Nie hukiem ale skomleniem.
I jeszcze cudo-perełka-klejnocik:
Faith No More – Stripsearch
Marcin Świetlicki – Korespondencja pośmiertna
Otóż: w jakiś tam sposób nie byłem ci wierny;
istniał świat. A to rozprasza. Ja budziłem się
i żyłem, dotykałem, jadłem, rozmawiałem,
piłem wino i grałem w ludzkie gry, jeździłem
koleją i pozowałem do zdjęć, rozproszyłem się,
wybacz.
Otóż: w jakiś tam sposób nie byłam ci wierna,
byłam zajęta w innych miejscach, w innych
ludziach, prócz ciebie miałam pory roku,
zwierzęta, drzewa, wojny, dzieci, wielką przestrzeń
do ogarnięcia. Dopiero teraz zostanę przy tobie,
wybacz.
I teraz będzie wszystko? Nie będzie niczego.
Kapelusze i dachy, korony drzew, wieże,
drogi i tory kolejowe, rzeki – stąd widziane
rozpłyną ci się zaraz. Pozwoliłam sobie
zrobić dopisek na twojej kartce pocztowej,
wybacz.
Posłuchaj tutaj.
Chcę zobaczyć morze. Jak najszybciej. To ostatnio moje pragnienie główne. Ciągnie mnie na plażę by popatrzeć na fale. Pamiętam jak kiedyś z A. wyrwaliśmy się na jeden dzień ze stolicy. Pojechaliśmy do Gdańska, poleżeliśmy na plaży – to był jej pomysł, ta tęsknota za morzem. Nie zaraziłem się tym wtedy, nie czułem tego. Teraz ja bym najchętniej tam ruszył, jak najszybciej. Popatrzeć, posłuchać szumu. Kusi strasznie.
That’s right.
My Dying Bride – “The Cry Of Mankind”
Niby mam wszystko, czego mógłbym chcieć w życiu, już niczego nie potrzebuję udowadniać. Miałem dużo szczęścia, przeżyłem tak wiele… wiele dobrych chwil, wiele chwil śmiesznych do granic możliwości, kilka smutnych momentów, które mam pod powiekami, gdy zasypiam. Nie mam co narzekać jako facet, nie mam na co narzekać jako ojciec, mój syn jak większość synów świata jest cudowny… Nie mam co narzekać jako mąż, trafiła mi się istota rozumna i ładna, to rzadkość… Nawet jeśli wydaje mi się, że jej miłość już zgasła (?) – to i tak być koło niej to miła rzecz… Mam przyjaciela, nietypowego, bo nietypowego – chyba jesteśmy kompletnymi przeciwieństwami, co daje czasem bardzo ciekawe zderzenia osobowościowo-sytuacyjne, przyjaciela dla którego nie mam zbyt wiele czasu (wybacz, stary) ale którego chciałbym mieć za brata. Mam fajną pracę, spokojne i dostatnie życie przetykane niespokojnymi chwilami zapracowania… To czego brak?
W międzyczasie zrobiłem małe porządki na blogu, niedziałające linki youtubowe ponaprawiałem, trochę kosmetyki nikomu nie zaszkodzi. Oczywiście znowu powziąłem mocne postanwienie by pisać i pisać. Tylko skąd wziąć czas?
Za dużo myśli kołacze się po głowie i za dużo jest rzeczy do zrobienia. W tej chwili w kółko odtwarzam sobie z netu dzisiaj stworzoną playlistę na blogmusik.net, to lepsze niż Pandora (ostatnio pojawiły się na niej jakieś dziwne restrykcje) i Last.fm. Blogmusik oferuje duuużo utworów, można ich słuchać w dowolnej kolejności i nawet – najważniejsze – tworzyć playlisty. Gorąco polecam. A wracając do myśli i dążeń. Do napisania jest książka, już zresztą od jakichś 8 lat… Mam w głowie cały jej plan, znam wiele szczegółów, ale póki co powstał pierwszy rozdział z 48 – i nie łudzę się – zapewne nie zdołam opowiedzieć tej historii. W proszku leży strona, mój homesite, nie mam jakoś serca, żeby przysiąść do tego – tak czy owak – prędzej czy później jakieś portfolio będę musiał na neta wsadzić. Powstał również pomysł na trzeciego bloga (nie łudźcie się, że podlinkuję tu drugiego, moja tożsamość ma pozostać w tajemnicy) – natomiast prowadzenie go wymagałoby czasu i kopania w materiałach źródłowych. Z tym blogiem sobie nie radzę, drugi póki co stoi, o trzecim chyba nie ma co myśleć. Nie bywam na swoim ukochanym forum – w zasadzie inaczej – bywam bardzo mało. Lekki przesyt. Nie serfuję już tak jak kiedyś, nie chce mi się. Mam plany by się nauczyć kilku programów – brak czasu. W zasadzie tą sentencją powinni mi upiększyć nagrobek “Brak czasu” albo “Zajęty”. Marzę o chwili gdy będę mógł się lekko wyplątać z konieczności zrobienia tego czy tamtego i usiądę na balkonie z książką. A lista robót jakoś wcale się nie kurczy. Marzę o chwili, kiedy wstanę od monitora i stwierdzę “O., kurcze. Nie mam nic do zrobienia. Zrobiłem wszystko”. Oby nadeszła jak najszybciej.
Muse – “Map Of The Problematique”
Piękny był czwartek. Cały dzień. A jak przyszedłem z pracy położyłem się spać… Nawet mnie A. polewała wodą… i kostkę lodu wrzuciła mi w okolice tyłeczka… i nic. Nie wstałem o 20.30, jak planowałem. Za to wstałem o 5.20 rano i nie bardzo wiedziałem co się dzieje… Ale sen przynajmniej miałem bardzo fajny, śniło mi się, że z kolegą płynąłem wpław do Burj Al Arab w Dubaju… Godzina do jej pobudki, przyszedł Dziobak i przytachał ze sobą maskotkę i katalog klocków lego domagając się włączenia tv. Włączyłem, obejrzałem ósmy odcinek “Prison Break” (wciąga! wciąga!) i powolutku zebrałem graty, spokojniutko wziąłem kąpiel, ślimaczo wypiłem kawkę… i fru – do roboty…
A w robocie – co tu dużo gadać – cud prawdziwy wczoraj i dziś. Dwa naprawdę piękne dni. Dni z rodzaju tych, które były kiedyś, gdy było inaczej, lepiej. Gdy z różnych miejsc tryskała radość, a ludzie ze sobą rozmawiali i uśmiechali się. I niektóre osoby dziś czuły tak samo, nie byłem w tym odosobniony…
Jak zwykle czytam symultanicznie, tym razem trzy kniżki: “Statek” Łysiaka (pięć gwiazdek), “Kroniki Jakuba Wędrowycza” Pilipiuka (rozrywka, ale ****) i “Twierdzę” De Saint-Exupery’ego (*****). Wszystko to już znam bardzo dobrze… ale uwielbiam wracać do pierwszej i trzeciej pozycji.
No i minął rok. Ważny rok.
Suicidal Tendencies – “Pop Songs”: