Macho Grande


Po przerwie.
wrzesień 13, 2009, 10:48 pm
Zaszufladkowany do: @home

Witam po dłuuuższej przerwie. Oczywiście miało nie być przerw, oczywiście miałem pisać codziennie – ale narzucenie sobie takiej samodyscypliny najzwyczajniej w świecie chyba mnie przerasta.

Wiele sie w moim życiu nie zadziało, praca/dom/praca, znacie to bardzo dobrze. Ale jest dość spokojnie i jednostajnie, nawet ostatnio mam kilka chwil dla siebie – o co wcześniej nie było zbyt łatwo. No i syn w szkole – pierwsza klasa, co wiąże się z innym podejściem do dziecka – szczególnie A. podchodzi inaczej, jakby to był kompletnie nowy świat. Ja prezentuję taktykę… taką jak zawsze – bez specjalnego zatrwożenia i przerażenia tematem. Może to i dobre – taki dualizm w podejściu. A nasz syn – nie przejmuje się specjalnie, mówi, że szkoła mu się podoba, choć rysują tam szlaczki a on już potrafi w sumie trochę pisać, potrafi czytać, dodaje ułamki dziesiętne i potrafi wykonać działania na liczbach ujemnych. Zobaczymy, co dalej.

A poza tym to taki wpis kontrolny, już prawie nie pamiętam, jak sie używa WordPressa. No i mam nadzieję wbrew temu, co robię, że zacznę pisać częściej.



Spróbuj powiedzieć to bez potknięcia językowego. Nuda.
styczeń 16, 2009, 10:49 pm
Zaszufladkowany do: @home, @wierszem

Spróbuj powiedzieć to bez potknięcia językowego.

Zasuszony suseł przy szosie szeleściwszy 
szesnastą szaszetkę szaszłyków rozkruszał.
Sześciuset Szoszonów sosem spoiwszy
strofował szynszylę. A szalała susza. 

Jak widać nudzę sie trochę. Nic do roboty, trzeba jakoś sobie wypełniać czas. Siedzę, słucham muzyki i jest mi mało fajnie. I jakoś tak nostalgicznie. Stąd nowy, powyższy wiersz. Wiem, że bez sensu. Ale doznania językowe niezapomniane, jak powiedział kiedyś jeden mój kolega z polonistyki wychodząc z pokoju w akademiku z nową panną. Wprawdzie nie mam żadnego kolegi z polonistyki, a całą historię zmyśliłem – ale całe sformułowanie brzmi wystarczająco zabawnie by je tu umieścić.



Dla Pawełka.
styczeń 8, 2009, 8:49 pm
Zaszufladkowany do: @home, @wierszem

Dla Pawełka

nie posiadam telewizora
nie posiadam samochodu
nie posiadam komputera
nie posiadam dowodu

nie posiadam konta
nie posiadam zmywarki
nie posiadam telefonu
nie posiadam sekretarki

posiadam 27 kilogramów najczystszej miłości
dozowanej prosto w serce

nie posiadam
się
z radości

Nie ma syna, jeszcze kilka dni – dopiero wróci od teściów. Wariuję trochę z tego powodu, choć mało o tym mówię. Brak mi go.



Sam. Almost Party Time.
październik 30, 2008, 10:40 pm
Zaszufladkowany do: @home

No i zostałem słomianym wdowcem i jak zawsze w takiej sytuacji nie bardzo mogę się odnaleźć. Pewnie siedziałbym i gapił się gdzieś tępo. Np. w monitor. Ale dziś byłem sprytniejszy – spisałem sobie listę rzeczy do zrobienia i punkt po punkcie je realizuję. 

Jutro impreza u kolegi – nagrałem 2 CD z muzyką (potworna mieszanka) i zakupiłem 0,7l wódki Maximus. Z zumi.pl wydrukowałem sobie plan dojazdu i jestem gotów na party. A póki co nudzę sie.

Playlista na dziś:
Surfuję:
Scott McCloud site.
Strona rysownika komiksów. Charakterystyczny styl, bardzo fajna i prosta kreska – warto poczytać – technomaniakom polecam szczególnie komiks o…. przeglądarce Google Chrome. Jest tutaj
Chciałbym umieć tak oszczędnie rysować. Do storyboardów jak znalazł.

Scott@work

Scott@work

 

Słucham:
Tu nic się nie zmieniło. Dalej Bloodhound Gang. Pierwsze płyty – zupełnie nie do słuchania. Ale “Hooray For Boobies” (co za tytuł!) i “Hefty Fine” – całkiem z polotem. No i z humorem, specyficznym bardzo.

Oglądam:
“Guzikowcy” Zelenki. Ciąg dalszy. Kolejne 30 minut. I coraz bardziej mi sie podoba.

Czytam:
Nic. Poza zleceniami. Statusami kolegów i koleżanek na Tlenie i GG.

Gram:
Far Cry. Wciąga.

YouTube:
No Youtube today.



Zmiany, zmiany.
październik 29, 2008, 10:37 pm
Zaszufladkowany do: @home, @work

Mocne postanowienie poprawy i żal za grzechy. W temacie bloga. Zdecydowanie za rzadko tu piszę.

Czym wypełnić lukę – poza swoimi przynudzeniami o życiu? Większą ilością przynudzeń o życiu! Już usiłowałem raz wprowadzić to, co zamierzam własnie wprowadzić – skończyło się wyłącznie na zamiarach. 

Może teraz sie uda – oto playlista na dziś (poniżej). Co robię, czego słucham i jak spędzam resztki wolnego czasu. Niby wiele go nie mam – ale wypełniam go po brzegi. Zobaczymy jak sprawdzi się takie coś i czy starczy mi konsekwencji by prowadzić to częściej. Założenie jest takie, że będzie codziennie.

Od dwóch tygodni jestem w posiadaniu potężnej maszyny z 64bitową Vistą. Na giełdzie odradzano mi jej kupno, sugerowano XPka. I sam nie wiem – żałuję czy nie. O Viscie nie mam jeszcze wyrobionego zdania. Spodobały mi się jej bajerki… i tyle póki co. Zaliczyłem już kilka bluescreenów – ale cały czas to dla mnie faza testów. Karta graficzna – potwór Radeon 4870 X2. 8 Gb RAM. W sumie prawie dwa terabajty przestrzeni dyskowej. Totalna apokalipsa. Zobaczymy jak się będzie pracować teraz. Czy system po miesićau sie zamuli…. i czy będę żałować, że nie kupiłem iMaca – bo taki był plan na początku.

Playlista na dziś:

Surfuję:
The Daily Figure
Piękny sajt. Piękna kreska. Wspaniałe rysunki “z gestu” – takie rzeczy otrzeźwiają człowieka i przypominają jak wiele się jeszcze muszę nauczyć by rysować dobrze. No i waham się czy nie powiesić sobie czegoś takiego w kuchni:

Piękna kreska!

Na stronie jest tego więcej...

Słucham:
http://www.deezer.com/track/1143915
http://www.deezer.com/track/1143907
Bloodhound Gang. Jeśli ktoś miałby śpiewać moje poezje – to tylko oni. :)

Oglądam:
“Guzikowcy” Zelenki. W kawałkach – na przenośnym playerku – więc pewnie jeszcze ze dwa dni to będzie na plejliście. Pół obejrzałem i wciąga.

Czytam:
“Incal” – komiks Moebiusa i Jodorowsky’ego. Moebiusa bardzo poważam. Warto obejrzeć, poczytać, choć całość ma ponad 300 stron.

Gram:
Far Cry – w oczekiwaniu na Far Cry 2

YouTube:
Bloodhound Gang – Uhn Tiss Uhn Tiss Uhn Tiss



Piątek. Wieczna wojna. In My Arms.
październik 17, 2008, 10:17 pm
Zaszufladkowany do: @home, @wierszem, @work

Piątek. Miły w pracy – niewiele dziś było do roboty i z perspektywą miłego weekendu – jutro dokonuję zakupu nowego komputera – potwora, więc komfort pracy zwiększy się mocno. W domu niezwykle miły wieczór, więc czego jeszcze do szczęścia potrzeba? Odrobiny poezji oczywiście. Tym razem wiersz wojenny z przygotowywanego tomiku “Działa zebrane”.

Wieczna wojna 

Szturmuję twe ciało – rozpoczęła się wojna. 
Nie szykujesz obrony a ja jestem gotowy. 
Mój adiutant się pręży – a tyś niespokojna,
Rozpocząłem potężny nalot nalot dywanowy.

Linia frontu przebiega przez kotlinę łona.
Armia rusza dziarsko spośród piersi wzgórz
I mój dzielny żołnierz pokona cię lub skona.
Dywizja pancerna w dolinie jest już.

Na podmokłym terenie mój desant zanika,
Zajmuje pachnącą sawannę twych ud.
A cel jest w zasięgu wyciagnięcia języka.
Czy w pełni docenisz żołnierski mój trud?

Zajmuję pozycję. Gotowość bojowa.
I bombarduję cię pieszczotami.
Nie istnieje wcale tarcza rakietowa,
Żadnych pól minowych nie ma między nami.

Łuk lotu pocisku z potężną głowicą
Ma koniec w tej grocie, gdzie sztab ma obrona.
Ucieka twe wojsko, bezładną ławicą.
Mój odważny żołnierz zadanie wykonał.

No i na deserek odrobina muzyki, tym razem dziwny wybór – Kylie Minogue “In My Arms”



The Team is back! My friends.
wrzesień 14, 2008, 9:17 pm
Zaszufladkowany do: @home, @work

Pierwszy raz od wielu dni miałem dziś okazję popracować z Przyjacielem. Poczuć więź mózgów przez pracę w tzw. teamie. Nie działaliśmy razem już od kilku chyba lat, z góry cieszyłem się na to jak dziecko, po takiej pracowej rozłące. I było jak dawniej – może tylko mniej luzu, za to więcej chłodnego profesjonalizmu, w końcu w reklamie (to branża, w której siedzimy obaj) mamy coś ponad dziesięcioletni staż. Nie wiem jak Przyjaciel – ale ja poczułem magię. Poczułem sie jak dawniej, gdy siedzieliśmy razem i tworzyliśmy rzeczy niestworzone bez narzucania sobie jakiegoś kagańca i barier. Fakt, że teraz bariery istnieja, robimy coś wg dość wyraźnych wytycznych – ale i tak było całkiem miło.
Dzień spłynął mi właśnie na tym, poranek z synem a popołudnie-wieczór z Przyjacielem. A. wyfrunęła do koleżanki, Dziobak starał się nam grzecznie nie przeszkadzać, pytając ze dwa razy czy dalej “programujemy reklamy”. :)
Rozmawiałem z A. przed snem, dość smutna to była rozmowa. No, może nie smutna – ale temat był smutny – o koleżance, która ma dziecko, męża gdzieś za granicą i ledwo daje radę tutaj, a pod względem mieszkaniowym naprawdę kiepsko.
A teraz siedzę sobie i zastanawiam się – czy pracować dalej samodzielnie, złapać za PlaySyation czy może spisać kolejne wiersze, które narodziły sie we mnie w międzyczasie. Zresztą – od pewnego czasu cała ta “kreatywność” aż się wylewa ze mnie i nie bardzo mam nawet czas, żeby ja spożytkować. Mam nadzieję tylko, że nigdy jej nie zbraknie. Amen.

Ostatnio co coś zalinkuję z YouTuba – to to zdejmują od razu… Może teraz się uda. Dla Ciebie, Przyjacielu.

Red Hot Chili Peppers – My Friends



Ostatnie pożegnanie.
wrzesień 11, 2008, 11:09 pm
Zaszufladkowany do: @home, @wierszem

Dziś wiersz smutny i przygnębiający. Coś, po czym zmieni się wasze spojrzenie na świat, Coś, po czym poczujesz się drogi czytelniku wstrząśnięty – nie zmieszany. Oto ta perła poezji ursynowskiej:

Ostatnie pożegnanie

W żalu nieutuleni
I pogrążeni w bezbrzeżnym smutku,
Tragedią naszą strwożeni
Będziemy płakać do skutku…

To było dla nas szokiem…
Odzszedł ten, co nas złączył.
W budce przed naszym blokiem
Przed chwilą…

browar się skończył.

Ostatnio mało piszę o sobie. I wogóle ostatnio mało piszę. I jakoś mi z tym dobrze, bo nie mam nic chyba za bardzo do powiedzenia poza tym, że usiłuję naprawiać stare błędy. Chyba się udaje póki co. Może jutro napiszę coś więcej. Stay tuned.



Czystka. Starusieńkie wiersze.
wrzesień 7, 2008, 10:14 pm
Zaszufladkowany do: @home, @wierszem

Dałem odrobinę blogowi na przeczyszczenie, wywaliłem kilkanaście akapitów, dobrze mu toi zrobi – jak mawiają mistrzowie – pisanie polega na skreślaniu.

Odnalazłem także kilka prastarych wierszydeł, które niniejszym cytuję – i które zapewne znajdą się w moim następnym tomiku poetyckim. Birerzcie i czytajcie z tego wszyscy:

Pomoc dorgowa

stoję – łup! – podjeżdżam – ciągnę
stoję – łup! – podjeżdżam – ciągnę
stoję – łup! – podjeżdżam – ciągnę
stoję – łup! – podjeżdżam – ciągnę
stoję – łup! – podjeżdżam – ciągnę
i od nowa
pomoc drogowa.

Furmanka

wychodzę w bezkres dnia
wychodzę na ulicę
wychodzę w chłód poranka
dostojna i nieustraszona
dzika, nieujarzmiona
asfaltem płynie
furmanka.

Wał

miażdżę
płaszczę
tłoczę
zgniatam
jak mnie zwał
tak mnie zwał
możesz do mnie mówić “wał”.

Metallica – “The Day that never comes”



Das Alte Leid. Małżeństwo. Wish Upon A Dogstar.
czerwiec 29, 2008, 11:33 pm
Zaszufladkowany do: @home, @she said

Wypiłem piwo i zebrało mi się na pisanie. Niestety – jak zazwyczaj – nie mam wam nic do powiedzenia specjalnego. Dzień umknął mi pracowicie – siedzę i rysuję od mniej więcej 11.00 (bo ja dużo rysuję – mówiłem wam?), słucham muzyki z Deezera i w zasadzie dokładnie na tym upłynął mi dzień. Żonę wypuściłem nad morze, bo i tak nie miałbym czasu by się nią zajmować. Cieszę się renesansem małżeństwa. Ostatnie trzy dni to było katharsis – poczułem się jak kiedyś. Poczułem, że warto, poczułem, że żyję.

Och, kilka dni temu usłyszałem dużo gorzkich słów, sam pewnie też kilka wystrzeliłem z siebie… I leżeliśmy tak rozstrzelani. A potem udało się zmartwychwstać.

To coś dla czego wogóle warto żyć.