Pierwszy raz od wielu dni miałem dziś okazję popracować z Przyjacielem. Poczuć więź mózgów przez pracę w tzw. teamie. Nie działaliśmy razem już od kilku chyba lat, z góry cieszyłem się na to jak dziecko, po takiej pracowej rozłące. I było jak dawniej – może tylko mniej luzu, za to więcej chłodnego profesjonalizmu, w końcu w reklamie (to branża, w której siedzimy obaj) mamy coś ponad dziesięcioletni staż. Nie wiem jak Przyjaciel – ale ja poczułem magię. Poczułem sie jak dawniej, gdy siedzieliśmy razem i tworzyliśmy rzeczy niestworzone bez narzucania sobie jakiegoś kagańca i barier. Fakt, że teraz bariery istnieja, robimy coś wg dość wyraźnych wytycznych – ale i tak było całkiem miło.
Dzień spłynął mi właśnie na tym, poranek z synem a popołudnie-wieczór z Przyjacielem. A. wyfrunęła do koleżanki, Dziobak starał się nam grzecznie nie przeszkadzać, pytając ze dwa razy czy dalej “programujemy reklamy”. ![]()
Rozmawiałem z A. przed snem, dość smutna to była rozmowa. No, może nie smutna – ale temat był smutny – o koleżance, która ma dziecko, męża gdzieś za granicą i ledwo daje radę tutaj, a pod względem mieszkaniowym naprawdę kiepsko.
A teraz siedzę sobie i zastanawiam się – czy pracować dalej samodzielnie, złapać za PlaySyation czy może spisać kolejne wiersze, które narodziły sie we mnie w międzyczasie. Zresztą – od pewnego czasu cała ta “kreatywność” aż się wylewa ze mnie i nie bardzo mam nawet czas, żeby ja spożytkować. Mam nadzieję tylko, że nigdy jej nie zbraknie. Amen.
Ostatnio co coś zalinkuję z YouTuba – to to zdejmują od razu… Może teraz się uda. Dla Ciebie, Przyjacielu.
Red Hot Chili Peppers – My Friends
1 komentarz jak dotąd
Dodaj komentarz
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <pre> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>
Tak, to było cholernie miłe spotkanie.
Po latach cieszyć się na myśl o dodatkowej robocie w weekend. Większość z Was tego nie zrozumie, ludkowie. Taka praca w niedziele często daje więcej satysfakcji niż tygodniowy zapieprz przez cały miesiąc.
Piła, ależ tu magia była tyle! Sączyła się wolno pomiędzy jedną fajką a drugą, w dymie papierosków i aromacie spalanego ALsbo Black.
Mam nadzieję na powtórkę. Pracować z Panem, Panie Pi to czysta przyjemność. Człowiek normalnieje i ładuje baterie nawet przy zwykłym, nie-magicznym layocie.
p.s. Dream Team nie powiedział jeszcze ostatniego słowa, tak więc niech reszta nie zaciera rąk w nadzieji na Happy End. My tu jeszcze k…
wrócimy i będzie już tylko Happy!
komentarz - autor: Przyjaciel wrzesień 15, 2008 @ 10:22 am