Macho Grande


W malinowym chruśniaku.
wrzesień 15, 2008, 8:18 am
Zaszufladkowany do: @wierszem

Dziś coś z klasyki, ostrej jak brzytwa. I nie mówcie, że jestem zboczony.

W malinowym chruśniaku
(pierwotna wersja, której Leśmian nie chciał opublikować)

W malinowym chruśniaku przed ciekawym wzrokiem
Zapodziani po głowę przez długie godziny
Kochałem cię jak inne wszystkie swe dziewczyny,
W zgrabnej tej pozycji, co się zowie “bokiem”.

Ty mruczałaś głośno, ja łamałem kwiaty,
A rdzawe guzy na słońcu wygrzewał liść chory,
Gdy w ustach trzymałem piersi twych wisiory,
A do ud twych się skradał mój organ kosmaty.

Duszno było od westchnień, strasznieś mnie drapała…
A szept nasz tylko wówczas cichnął wśród potu twej woni,
Gdyś mi go trzymała w prześlicznej swej dłoni
I gdym się nim wgłębiał w otwory twego ciała.

I stało wciąż w malinach me narzędzie pieszczoty!
Tej pierwszej, tej zdziwionej, i mierzyło w ciebie.
Włożyłem – wyciągnąłem, było ci jak w niebie,
“Powtarzaj, ukochany” – nabrałaś ochoty.

I nie wiem, jak się stało, w którym oka mgnieniu,
Żeś dotknęła mi pupą spoconego czoła,
Więc ci dałem klapsa – oddałaś w skupieniu,
Aż echo plaśnięcia rozległo się dokoła.



The Team is back! My friends.
wrzesień 14, 2008, 9:17 pm
Zaszufladkowany do: @home, @work

Pierwszy raz od wielu dni miałem dziś okazję popracować z Przyjacielem. Poczuć więź mózgów przez pracę w tzw. teamie. Nie działaliśmy razem już od kilku chyba lat, z góry cieszyłem się na to jak dziecko, po takiej pracowej rozłące. I było jak dawniej – może tylko mniej luzu, za to więcej chłodnego profesjonalizmu, w końcu w reklamie (to branża, w której siedzimy obaj) mamy coś ponad dziesięcioletni staż. Nie wiem jak Przyjaciel – ale ja poczułem magię. Poczułem sie jak dawniej, gdy siedzieliśmy razem i tworzyliśmy rzeczy niestworzone bez narzucania sobie jakiegoś kagańca i barier. Fakt, że teraz bariery istnieja, robimy coś wg dość wyraźnych wytycznych – ale i tak było całkiem miło.
Dzień spłynął mi właśnie na tym, poranek z synem a popołudnie-wieczór z Przyjacielem. A. wyfrunęła do koleżanki, Dziobak starał się nam grzecznie nie przeszkadzać, pytając ze dwa razy czy dalej “programujemy reklamy”. :)
Rozmawiałem z A. przed snem, dość smutna to była rozmowa. No, może nie smutna – ale temat był smutny – o koleżance, która ma dziecko, męża gdzieś za granicą i ledwo daje radę tutaj, a pod względem mieszkaniowym naprawdę kiepsko.
A teraz siedzę sobie i zastanawiam się – czy pracować dalej samodzielnie, złapać za PlaySyation czy może spisać kolejne wiersze, które narodziły sie we mnie w międzyczasie. Zresztą – od pewnego czasu cała ta “kreatywność” aż się wylewa ze mnie i nie bardzo mam nawet czas, żeby ja spożytkować. Mam nadzieję tylko, że nigdy jej nie zbraknie. Amen.

Ostatnio co coś zalinkuję z YouTuba – to to zdejmują od razu… Może teraz się uda. Dla Ciebie, Przyjacielu.

Red Hot Chili Peppers – My Friends



Ostatnie pożegnanie.
wrzesień 11, 2008, 11:09 pm
Zaszufladkowany do: @home, @wierszem

Dziś wiersz smutny i przygnębiający. Coś, po czym zmieni się wasze spojrzenie na świat, Coś, po czym poczujesz się drogi czytelniku wstrząśnięty – nie zmieszany. Oto ta perła poezji ursynowskiej:

Ostatnie pożegnanie

W żalu nieutuleni
I pogrążeni w bezbrzeżnym smutku,
Tragedią naszą strwożeni
Będziemy płakać do skutku…

To było dla nas szokiem…
Odzszedł ten, co nas złączył.
W budce przed naszym blokiem
Przed chwilą…

browar się skończył.

Ostatnio mało piszę o sobie. I wogóle ostatnio mało piszę. I jakoś mi z tym dobrze, bo nie mam nic chyba za bardzo do powiedzenia poza tym, że usiłuję naprawiać stare błędy. Chyba się udaje póki co. Może jutro napiszę coś więcej. Stay tuned.



Rozstania. Przyjaźń. Violent And Funky.
wrzesień 8, 2008, 9:33 pm
Zaszufladkowany do: @wierszem

Dziś wiersze smutne, nostalgiczne. O pożądaniu i stracie. Coś, co nie ukoi Waszych skołatanych dusz, jedynie przejedzie po nich pazurem wspomnień. Autor jak zawsze wciela się w erotomana i superfaceta. Jak zawsze – możecie ronić łzy podczas czytania. Nie wstydźcie się tego. Ale potem idźcie do psychiatry, bo to znaczy, że coś z Wami nie tak.

Rozstania

Zwabiłem ją do domu,
i wiersze jej czytałem.
Co utwór – to drink,
ostre tempo miałem.

Szybko się zakończył
wieczór poetycki.
Gdzieś po siedmiu drinkach
pokazała cycki.

No a potem – wiecie…
Przed samym świtaniem
Sprawnie się rozstała
Z całym swym ubraniem.

A ja będąc chłopem,
Nie jakimś idiotą,
To sam chwilę później
Rozstałem ją z cnotą.

Niestety gdym kimał
Ta nie mówiąc wiele
Sprawnie mnie rozstała
Z wypchanym portfelem.

Gorzko rozmyślałem
Już podczas śniadania:
Ach, jakże bolesne
Bywają rozstania.

Przyjaźń

Robiliśmy to wszędzie,
Robiliśmy nieraz.
A ty mnie nazywasz
przyjacielem teraz?

Gdy tu sobie siedzę
Wspomnieć nikt nie broni
Jak mój “wkład” w naszą “przyjaźń”
Trzymałaś w swej dłoni.

Infectious Grooves – Violent And Funky (tak, ten bass, co go tam słychać gra teraz w Metallice)



Czystka. Starusieńkie wiersze.
wrzesień 7, 2008, 10:14 pm
Zaszufladkowany do: @home, @wierszem

Dałem odrobinę blogowi na przeczyszczenie, wywaliłem kilkanaście akapitów, dobrze mu toi zrobi – jak mawiają mistrzowie – pisanie polega na skreślaniu.

Odnalazłem także kilka prastarych wierszydeł, które niniejszym cytuję – i które zapewne znajdą się w moim następnym tomiku poetyckim. Birerzcie i czytajcie z tego wszyscy:

Pomoc dorgowa

stoję – łup! – podjeżdżam – ciągnę
stoję – łup! – podjeżdżam – ciągnę
stoję – łup! – podjeżdżam – ciągnę
stoję – łup! – podjeżdżam – ciągnę
stoję – łup! – podjeżdżam – ciągnę
i od nowa
pomoc drogowa.

Furmanka

wychodzę w bezkres dnia
wychodzę na ulicę
wychodzę w chłód poranka
dostojna i nieustraszona
dzika, nieujarzmiona
asfaltem płynie
furmanka.

Wał

miażdżę
płaszczę
tłoczę
zgniatam
jak mnie zwał
tak mnie zwał
możesz do mnie mówić “wał”.

Metallica – “The Day that never comes”