Macho Grande


Z prądem. Destroy Everything You Touch.
wrzesień 10, 2007, 9:22 pm
Zaszufladkowany do: @work

I co tam panie w życiu? Ano nic – płynie się z prądem, szczególnie, gdy prąd jest zbyt mocny by sterować.

Prąd zbyt mocny jest w pracy – dzieje się strasznie dużo, przynajmniej na moim odcinku – lista zadań wydłuża się zamiast skurczać, rekord świata padł dziś – zanim jeszcze wszedłem do pracy – usłyszałem o trzech nowych rzeczach “na już”… Jak w takich warunkach ciągłego ostrzału i nagłych zmian planować cokolwiek? Jak zawsze zmienia się to wszystko w huraganowy chaos… a ja mam tym zarządzać… Kończy się tym, co zawsze, dosyć sprawdzonym schematem – rozdzielam w miarę normalną pracę ludziom na zasadzie, że dostaną swoją działkę i nic im jej nie zakłóci, będą jechać normalnym ale szybkim torem, natomiast sobie wrzucam cały śmietnik i te pioruny znienacka “na już”, bo wiecznie mi się wydaje, że pracuję najszybciej. O dziwo – jakoś to działa, choć wóz trzeszczy – to jedzie dalej. Ale nie łudźmy się – nad czymś takim nie da się zapanować, nie da się tego planować, to cholerna partyzantka, raz po raz ktoś jest ranny. Wybuchają kłotnie, obrażania się, niedomówienia, nieporozumienia. Bo Pani A. powiedziała coś komuś, a nie zainteresowanej osobie, bo pani B nie potrafi napisać po ludzku o co jej chodzi, bo pan C nie jest w stanie zdeszyfrować maila klienta, bo pani D ma coś “na już” i nie może czekać, musi mieć już, mimo, że rzeczy na “już” jest z osiem, Bo pani E nie ma humoru, bo pani F również, bo pan G nie czyta tego, co mu jasno napisano… i tak dalej… Jedno jest miłe w tym wszystkim – twardnieje mi skorupa, rzeczy, którymi się przejmowałem do tej pory – teraz ruszają mnie jakby mniej… Mam gdzieś coraz bardziej jakieś fanaberie i inne bzdury… A i tak – sprowadza się to w 99% wyłącznie do tego, że ludzie ze sobą nie gadają. Zadają pytania niewłaściwym ludziom i gadają do niewłaściwych… Ileż to ja opieprzy zebrałem za inne osoby… Niby słusznie, w końcu “szefuję”… Ale możnaby te sprawy spokojnie załatwić “mano a mano”, zwyczajnie rozmawiając i nie traktując drugiej osoby jak ostatniego bezrozumnego debila, przypadkowo wykopanego przed firmą australopiteka, który wziął i wlazł przez przypadek na górę i zajął miejsce przy biurku. To bezsensowne trochę i odrobinę nieludzkie donosić na kogoś do jego zwierzchnika – bo do tego się to sprowadza… Mówią mi, co moi ludzie spieprzyli… zamiast powiedzieć im. Natomiast – nie łudźcie się – ja to i tak przekazuję zainteresowanym osobom, starając się nie zmienic ani słowa. Do funkcji koordynatora dochodzi funkcja przekaźnika. I tak to sie kręci. Ale to nie wszystko… To tylko część problemów. Tęsknię za czasami, kiedy nie musiałem babrać się w tym międzyludzkim syfie, dostawałem pracę i oddawałem ją zrobioną i tak w kółko. A z drugiej strony… czasem jest mi dobrze z tą cholerną dyrektorską funkcją, szczególnie teraz, gdy prezes przydzielił mi o wiele większe możliwości. Wprawdzie wszystko nie jest jeszcze dogadane na 100%, ale to już jest czas, kiedy mogę potrząsnąć tym wszystkim, jeśli uznam za stosowne.

Wogóle nosi mnie trochę by napisać coś w stylu “siedem grzechów głównych firmy w której pracuję”… Tylko po co?

Ladytron – “Destroy Everything You Touch”



Prosta droga.
wrzesień 5, 2007, 10:15 pm
Zaszufladkowany do: @home, @work

No i proszę, staję się nie wiedzieć czemu popularny, właśnie mógłbym celebrować 600 odsłon, gdyby był wogóle sens, żeby celebrować takie coś. I za chwilę rok stuknie od czasu założenia bloga – i tu również nie ma co celebrować chyba, phi – minęły mi 33 lata życia i również nie celebruję.

Życie płynie sobie ustalonym torem. W sumie spokojnie i leniwie, ostatnio nawet nie mam na co narzekać. Pracy zrobiło się strasznie dużo, ale to rykoszety urlopowe, dostaję pociskami przeznaczonymi dla tych, którzy wyjechali, a ktoś przecież musi robić za nich.  Coraz chętniej odpływam w jakieś poboczne rzeczy, rysuję sobie, czytam, słucham muzyki. Planuję wyjazd. Nie uda się w tym kształcie, w jakim bym chciał… ale ważne, że będzie :) Prosta droga, żadnych zakrętów – tak póki co wygląda moje życie.



Podsumowanie miesiąca sierpnia (08.2007)
wrzesień 2, 2007, 10:49 pm
Zaszufladkowany do: podsumowanie miesiąca

Ostatnio zadziwiła mnie ilość wejść na mojego bloga. Pięćsetka stuknęła i zadziwiająco szybko zbliża się do sześćsetki. Spodziewałem się mniejszej ilości “natrętów” – ale nie łudźmy się, 500 to nisza w niszy. I tak ma zostać. Ale poszperałem w opcjach WordPressa. I zdziwiłem się i ubawiłem bardzo. Oto wyniki z wyszukiwarek – co wpisali ludzie w wyszukiwarkę, która w zamian pokazała im gdzieś na liście wyników mojego bloga a oni na dodatek na niego weszli. Nieszczęśni.

Oto ósmego sierpnia, ktoś (zapewne fan “Before Sunrise”, w filmie Linklatera ta fraza pojawia się dobitnie) zapytał szukarę o “all the clocks in the city”. Dzień później – padło zapytanie o “macho”. Jakże trafne! I jakże ślicznie ktoś niczym po sznurku wpadł na moje “Macho Grande” (to z kolei cytat z innego filmu, kto zgadnie z jakiego?). Dwa dni później ktoś prowadził poszukiwania pod hasłem “nauki życiowe”. Dobre Google wiedziało gdzie go skierować :) Ech, gdybym posiadł jakieś nauki życiowe – nie klepałbym tu po nocy, tylko żył. Potem standardowo dosyć “blogmusik”. Nawiasem mówiąc już zainteresowała się nimi RIAA, chwilę po zmianie nazwy na Deezer.com część utworów stała się niedostępna… Ale wracając do tematu – następne wyszukiwanie, które wskazało mnie – to… “macho hair”. Wow. Aż się przyjrzałem swojej grzywie. Next day – “tahitian moon”, dzięki Perry, że naganiasz mi czytelników. 16.08 to już nawet dwa ciekawe wyszukania się trafiły. “Erotyk” – wiedziałem, który kierunek w poezji obrać za wiodący. No i dosyć wiele mówiące “Za dużo myśli, za dużo spraw, za duż”… Użyłem gdzieś podobnego zwrotu? 18.08 to już dzień trzech searchów. “Graduate” (tekst utworu “Kindergarten” pewnie wskazało) i ponownie “macho” oraz “macho wytłumaczenie”. No proszę, w branży macho jestem już autorytetem… 20 sierpnia… i pierwsze niebezpieczne searche! “Macho Grande ****”, “Macho Grande”… wygwiazdkowałem te, które naprowadzały na moją tożsamość… i jeszcze search “christopher columb kosmetyki”, powitany opadem szczęki… Tu chyba Góglowi coś się pomieszało. Następnego dnia ktoś wlazł z “http://google.interia.pl/szukaj/?q=sistinas&sg=1″. Dzięki Danzigowi tym razem, ale szukano i znaleziono mnie na Googlu jeszcze hasłami “zbyt wiele gorzkich słów” i “years shall run rabbits” Gorzkie słowa – tak, to cały ja… plus lata uymykające jak króliki. Dzień później “wiersze audena” sprowadziły kolejnego gościa, thanks, W. H. 24.08 miałem 21 page views… Rekord! Ale tylko jedno z wyszukiwarki: “The years shall run like rabbits, for in” . Ludzie nie szukają seksu w Góglu, tylko królików, to już dla mnie oczywiste. 26.08 przyniósł “GRANDE”, “wiersz o macho” i “rezygnacja z zaangażowania”. Bomba zestawienie. Świat potrzebuje macho! I do tego grande! Następny dzień i “MUSE – Map of the Problematique” przynosi mi kolejnego czytelnika. One day later “księżyc myśli sentencje”. Kurde, gdzie ja mam tu księżyc….? Przecież to symbol głupoty i kobiecości (tak, wiem – często oba pojęcia można stosować wymiennie), więc skąd coś takiego w królestwie macho? I kolejny dzionek – “sikanie polewaczki”, niewiarygodne. Już i mojej poezji szukają :) 30.08 to dzień Muse: “muse starlight tłumaczenie” i “map of the problematique tlumaczenia”. Potem “Nin – hurt tłumaczenie” i Type o Negative-I don’t wanna be”. Znowu muza zwabiła. I “zgon kraba” – co to jest do cholery… i “Fragile Dreams”, wiadomo, przepiękna piosenka. No i grande finale, dziś wyszukiwara pokazała mnie dla zapytania “youtube nauka całowania”. Oni już wiedzą. Niedługo dowiedzą się wszystkie kobiety na świecie.

Wnioski? Muzyka przyciąga, poezja również. Dołożę więcej o macho i trochę o seksie… i jak nic prześcignę onet.
Właśnie zaeksperymentuję: Seks, sex, seksu, seksowi, seksualność, macho sex, seks macho, machosex. Zobaczymy, kto się złapie na tych kilka głupich słówek.

Aha. To będzie tekst, który rozpocznie nową kategorię – “podsumowanie miesiąca”. Póki co blogowo – techniczne, niewykluczone, że pojawi sie podsumowanie prywatne…

Faith No More – “Easy” (w ramach prób przekonania się do tego kawałka… nie lubię go!)



Wentyl. Zły wieczór. Ricochet.
wrzesień 1, 2007, 9:54 pm
Zaszufladkowany do: @home, @she said

Jak to się dzieje, że na blogach, które odwiedzam (również na tym, który piszę) jest tak wiele rzeczy smutnych, a tak mało radości? W zasadzie…. to może niepotrzebnie uogólniam…. chodzi głównie o mój blog. I od razu sam sobie odpowiadam – to taki wentyl, kolejny zresztą by spuścić z siebie trochę złego. By dać ujście całemu syfowi, który mnie gnębi. Wyczyścić przedpole dla radości i pogodnego usposobienia, które wciąż ze mnie wyziera, choć coraz bardziej znam życie i coraz częściej smuci mnie to, co widzę. To moje wytłumaczenie. Po to właśnie prowadzę ten ciąg wynurzeń. Również po to by się usprawiedliwiać z pewnych rzeczy, co do tego nie mam złudzeń. By się oczyścić…. i spojrzeć klarowniej na to, co siedzi we mnie, jeśli siedzi cokolwiek. Ok, siedzi.

Znowu całkiem normalny, w miarę wesoły wieczór przerodził się w coś przykrego. Znienacka dostałem popis pt. “nie zależy mi na tobie” i “rób sobie, co chcesz”. Ba, żeby to jeszcze było powiedziane jakoś prywatnie…. ale zostało powiedziane przy bliskiej koleżance. A może to jednak lepiej? Popis wojującego feminizmu, “zobacz, jaka jestem niezależna”? Może prywatniej bolałoby bardziej? Nieważne. Słowa padły i znaczyły dokładnie “nie zależy mi na tobie”. “Gdybyś sobie poszedł balować z innymi dziewczynami – nie obchodziłoby mnie to.” Resztę wieczoru (nie było tego wiele) w zasadzie przemilczałem. Ona też, jakby czując, co zrobiła…. ale wcale nie było jej tego żal. Nie powiedziała ani słowa wyjaśnienia.
Leży teraz za moimi plecami w łóżku i czyta książkę. Zastanawia się zapewne, co tak usilnie klepię w Notatniku (wszystkie posty powstają właśnie w nim, nim przekleję je na sajt). O tobie klepię… Może wystarczy.

Jakiś idiota wymyślił i przyklepał w międzyczasie coś takiego.

Nevermind. Aha, postanowiłem wsadzać do postów, na koniec, kontekst mojego życia: co akurat dziś czytam, czego słucham itp. So:
Czytam: Samuel Beckett “Czekając na Godota” i Stephen King “Mroczna wieża III”
Słucham: Faith No More – wszystko, co fajne na YouTubie oraz Nine Inch Nails “Pretty Hate Machine” i “The Downward Spiral”

Faith No More – “Ricochet” (sam szczyt moich ulubionych numerów!)