Zaszufladkowany do: @home
Dzisiaj znowu wiersze… Zagrzebałem się ostatnio strasznie w poezji, miewam takie napady dość często. Wiersz Dylana Thomasa, jeden z mojego prywatnego “top five” anglojęzycznej poezji. Coś przewspaniałego. Kocham te strofy, jakkolwiek pretensjonalnie by to nie brzmiało i jak bardzo nie pasowałobby to do mnie. Poczytajcie, a jeśli nie znacie angielskiego to płaczcie, bo tłumaczenia w sieci nie znalazłem.
Dylan Thomas
This Side of the Truth
(for Llewelyn)
This side of the truth,
You may not see, my son,
King of your blue eyes
In the blinding country of youth,
That all is undone,
Under the unminding skies,
Of innocence and guilt
Before you move to make
One gesture of the heart or head,
Is gathered and spilt
Into the winding dark
Like the dust of the dead.
Good and bad, two ways
Of moving about your death
By the grinding sea,
King of your heart in the blind days,
Blow away like breath,
Go crying through you and me
And the souls of all men
Into the innocent
Dark, and the guilty dark, and good
Death, and bad death, and then
In the last element
Fly like the stars’ blood
Like the sun’s tears,
Like the moon’s seed, rubbish
And fire, the flying rant
Of the sky, king of your six years.
And the wicked wish,
Down the beginning of plants
And animals and birds,
Water and Light, the earth and sky,
Is cast before you move,
And all your deeds and words,
Each truth, each lie,
Die in unjudging love.
No dobra, będzie troszkę po polsku… Szczegolnie ten początek… Wypalony w sercu na zawsze (tak, jestem egzaltowany i pretensjonalny, so what?): “Tej strony prawdy | Możesz nie widzieć, mój synu | Królu swych oczu błękitnych | W oślepiającej krainie młodości | Że nie ma spełnienia | Pod bezmyślnym niebem | Niewinnosci i winy | Bo nim uczynisz jeden gest | Serca lub umysłu | Splączę się i rozwieje w mroku | Jak prochy umarłych”. Damn, napisać coś takiego i umrzeć! I końcówka… znów boski finał: ” I wszystkie twoje czyny i słowa | Kazda prawda, każde kłamstwo | umierają w miłości, która nie osądza”.
I od razu człowiekowi zanika ochota do pisania, bo każde słowo przy czymś takim jest jak szkiełko z butelki przy diamencie.
Dobra, skoro już lecimy z poezją…. to jeszcze Auden. Ze specjalnąa dedykacją dedykacją dla mojej żony.
Szczególnie końcówka pierwszej części.
W. H. Auden
Musee des Beaux Arts
About suffering they were never wrong,
The Old Masters: how well they understood
Its human position; how it takes place
While someone else is eating or opening a window or just walking dully along;
How, when the aged are reverently, passionately waiting
For the miraculous birth, there always must be
Children who did not specially want it to happen, skating
On a pond at the edge of the wood:
They never forgot
That even the dreadful martyrdom must run its course
Anyhow in a corner, some untidy spot
Where the dogs go on with their doggy life and the torturer’s horse
Scratches its innocent behind on a tree.
In Brueghel’s Icarus for instance: how everything turns away
Quite leisurely from the disaster; the ploughman may
Have heard the splash, the forsaken cry,
But for him it was not an important failure; the sun shone
As it had to on the white legs disappearing into the green
Water; and the expensive delicate ship that must have seen
Something amazing, a boy falling out of the sky,
Had somewhere to get to and sailed calmly on.
I tyle na dziś…. przeładowałem bloga poezją, dryfuję w stronę, w którą nie zamierzałem, ale co mi tam. Lubię tą stronę swojej osobowości, nikt mnie o nią nie podejrzewa chyba
Mam jeszcze kilka takich stron w zanadrzu, so.. stay tuned! Może kiedyś coś chlapnę na ten temat odsłaniając kolejny kawalek maski pana Pi.
Nine Inch Nails “Me, I’m Not” (Tak, dokładnie TO widziałem na własne oczy! Koncert życia, póki co)
Zaszufladkowany do: @home
Mały update. Jak to po drinku… Uporczywość pamięci, która nie mogła sobie przypomnieć wiersza Elliota a pamiętała fragment: “Patrz na tę kobietę | Co waha się ku tobie w świetle bramy | Rozwartej nad nią jak szyderstwo”… Pamięć odzyskała spokój, to stary dobry kumpel Eliot i “Rapsodia wietrznej nocy” i przepiękny akord na finał: “Połóż buciki pod drzwiami, śpij, przygotuj się do życia | Ostatni skręt noża”. Mniam, nie mogę się oprzeć, zacytuję całość:
T. S. Eliot
Rapsodia wietrznej nocy
Dwunasta.
Tam, dokąd sięga ulica
Ujęta w księżycową syntezę,
Szeptane zaklęcia księżyca
Rozpuszczają podłoża pamięci,
Wszystkie jej jasne skojarzenia,
Sformułowania i rozróżnienia,
Każda latarnia, którą mijam,
Bije jak bęben przeznaczenia
I przez obszary mroków
Północ potrząsa pamięcią,
Jak szaleniec potrząsa uschniętym geranium.
Pół do drugiej,
Latarnia parska,
Latarnia mamrota,
Latarnia mówi: “Patrz na tę kobietę,
Co waha się ku tobie w świetle bramy
Rozwartej nad nią jak szyderstwo.
Widzisz obrąbek jej sukni,
Postrzępiony, zachlapany błotem.
I widzisz jej skośne spojrzenie,
Pokrętne jak haczyk”.
Pamięć sucho wyrzuca
Mnóstwo splątanych rzeczy;
Na brzegu gałąź splątana,.
Objedzona do gładka, błyszcząca,
Jak gdyby świat osłaniał
Tajemnicę swojego szkieletu,
Sztywną i białą.
Rozkwitająca wiosna na podwórcach fabryk,
Rdza uczepiona kształtów z sił opadłych,
Jędrna, skulona, gotowa do klapnięcia kłami.
Pól do trzeciej,
Latarnia mówi:
“Spójrz na kota, co przylgnął do ścieku,
Wysuwa język
I pożera kawałek zjełczałego masła”.
Tak ręka dziecka machinalnie
Chwyta zabawkę toczącą się bulwarem.
Nic nie mogłem zobaczyć za oczyma dziecka.
Widziałem oczy na ulicy
Usiłujące zajrzeć w szpary okiennicy
I pewnego popołudnia kraba widziałem w stawie,
Starego kraba z pancerzem na grzbiecie,
Co chwytał koniec kija, który mu podałem.
Pół do czwartej,
Lampa parska,
Lampa mamrota w ciemności,
Lampa mruczy:
“Spójrz na księżyc,
La lune ne garde aucune rancurie,
Mruga wątłym okiem,
Uśmiecha się do zakamarków,
Gładzi włosy traw.
Księżyc utracił pamięć,
Ospa mu twarz przeorała,
Jego ręka skręca papierową różę
Pachnącą kurzem i wodą. kolońską,
Jest sam
Ze starą nocną wonią,
Która mu się wciąż wraża I wraża do mózgu”.
Wraca wspomnienie
Suchych badyli bezsłonecznego geranium
I kurzu w szczelinach bruku,
Zapachu ulicznych kasztanów,
I zapachu kobiety w pokoju za storą,
I papierosów w korytarzach
I alkoholu w barach.
Lampa mówi:
“Czwarta, Tutaj jest numer na bramie.
Pamięci!
Ty masz klucz,
Lampa roztacza krąg światła na schodach.
W górę.
Łóżko posłane: szczotka do zębów wisi na ścianie,
Połóż buciki pod drzwiami, śpij, przygotuj się do życia”.
Ostatni skręt noża.
Rozmawiam z przyjacielem. Przyjaciel pije i usiłuje udwodnić, że jesteśmy tacy sami. Nie jesteśmy i nigdy nie byliśmy. Przyjaciel jest w fatalnym nastroju. Przyjaciel mnie martwi, martwienie przeradza się w lekkie przerażenie, gdy słyszę o planowaniu własnego zgonu. Rozmawialiśmy o kobietach, teraz rozmawiamy o alkoholu, znowu wróciliśmy do kobiet. Podobno nie ma uczuć.
Przyjaciel jest smutny.
Muse “Starlight”
Wow, strona przyciągnęła astronomiczne 500 hitsow! Poczytność jak u czołowych polskich poetów współczesnych, z tą różnicą, że ja piszę ładniej. Aż chyba sobie butelkę otworzę czegoś… Ha, jest Maximus, jakaś 1/4 została. Wypadaloby jakiś jubileuszowy, specjalny post napisać na szczególny temat. Może o kobietach? Może o seksie? Może pogrzebać w mojej apetycznej przeszłości? Może listę największych życiowych gaf? Może opis wszystkich bójek z podstawówki? Może o literaturze? Może coś o miłości? Może nowy wiersz?
Otwarcie lodówki może również inspirować. Więcej jest poezji w lodówce niż w przyrodzie na wiosnę. Moja biała muza marki Electrolux zagrała światłem i natchnęła mnie, gdy babrałem się w jej wnętrznościach do wyśpiewania z dna duszy tego przepięknego erotyku:
Erotyk
A ona go pragnie
ach pragnie potężnie
gdy leży niemrawo
gdy pręży się mężnie
gdy jego czubeczkiem ślicznych warg dotyka
gdy całym jestestwem ją na wskroś przenika
gdy końcem języka mu gładzi koniuszek
gdy jest już po wszystkim i pełny ma brzuszek
lub gdy go nieśmiało przybliża do noska
jutro też zakupi kawał kabanoska.
Jeszcze raz Trent Reznor, tum razem z dawidem Bowie… i jeszcze raz “Hurt”, fiksuję na punkcie tego kawałka.
Zaszufladkowany do: @home
Witam drugiego czytelnika, który właśnie dostał ten link, znał ale zapomniał zapewne. To kolega. Nie, bład. To przyjaciel. On wie wszystko.
I specjalnie dla niego:
Nine Inch Nails “Hurt”
Zaszufladkowany do: @home
Ubrała się w kompletnie przezroczystą błękitną pidżamkę i jest seksowna, choć wcale w to nie wierzy. Nigdy nie ceniła się zbyt wysoko, niesłusznie, jest ładną dziewczyną o oczach błękitnych we wszystkich odcieniach błękitu, sam nie wiem w co wpatrzonych teraz. Unika mych dłoni, choć bardzo jej pragną. Ucieka spod opuszek palców, które błagają o możliwość zostawienia śladu na jej skórze. Kocham ją, choć nie wiem czy ona w to wierzy. Nie wiem czy sam w to wierzę. Nie mam odwagi powiedzieć jej, że jej pragnę, chociaż potrafię i potrafiłem to mówić bez zmrużenia oka. Nie ma nic gorszego niż takie bliskie oddalenie. Dystans, powrót wstydu, który nie pozwala powiedzieć wprost “chodźmy się kochać”. Który hamuje mnie by wziąć ją w łazience, gdzie jeszcze przed chwilą się przebierała i hamuje ją, żeby w jakikolwiek sposób okazać swoją seksualność, pożądanie i takie tam… A może już nie pożąda, a może nie kocha, może ma dosyć. A może jest zmęczona ciężkim dniem. Ale ja czuję co innego, czuję oddalenie.
Tracę ją zapewne. Nawet wieczne pióra wcale nie są wieczne, więc czemu miłość miałaby być wieczna?
Moja ulubiona piosnka. “Kindergarten” Faith No More
Return to my own vomit like a dog
Rhymes and giggles muffle the dialogue
Carve my initials in a tree, I will never leave
Maybe one day I’ll be royalty
Kingdom
Kindergarten
Born late
Will I graduate?
Drinking fountains are shorter than they used to be
The swings on the playground don’t even fit me anymore
Folklore: nobody’s supposed to believe in the next grade
WRITE IT A HUNDRED TIMES
Kingdom
Kindergarten
Waiting
Bell’s not ringing
Held back again
Everything got quiet suddenly; no dolby
And the theatre is empty
Film is flapping on the side of the projector
The reel is over
Banished with my sticky shoes and stinging eyes
I’M WALKING OUTSIDE
Kingdom
Kindergarten
Born late
Will I graduate?
Held back again
Zapracowany dzień, dzień taki, że pod jego koniec nie wiedziałem za bardzo jak się nazywam. W sprawach domowych wyjazd do Pragi, radość, że z przyjacielem, niepokój, że to aż 5 dni. Może nie być dość ekscytująco…
Myślałem, że potrafię się odsłonić. Napisać wszystko na blogu – jednak nie potrafię. Jedyna czytelniczko tego wszystkiego – ty potrafiłaś… Ja ni cholery. O sprawach, które są dla mnie niezmiernie ważne, tajne i bardzo osobiste nie powiem nic, napomknę jedynie troszkę coś czasem dla własnej satysfakcji, że niby się odkryłem, ale to nieprawda… Więc nie wyrzucę z siebie wszystkiego, co mnie gryzie…. albo wyrzucę maskując to tak, że nie zorientujecie się, że napomknięcie gdzieś tam w gąszczu liter to jest to, co rozpala mój umysł… No nie potrafię, cholera.
Siedzę teraz spakowany już do wyjazdu – ale jadę za dwa dni dopiero. Powiniennem pracować i to dość ostro – zwyczajnie mi się nie chce. Słucham Shoutcasta kumpla z forum i jest mi raczej dobrze. Gdybym jeszcze miał wino pod ręką mogłoby być cudownie.
Inspekcja lodówki ujawnia pół butli Sophia Sokar. Teraz będzie cudownie. Zdecydowanie za rzadko piję.
Niby mam wszystko, czego mógłbym chcieć w życiu, już niczego nie potrzebuję udowadniać. Miałem dużo szczęścia, przeżyłem tak wiele… wiele dobrych chwil, wiele chwil śmiesznych do granic możliwości, kilka smutnych momentów, które mam pod powiekami, gdy zasypiam. Nie mam co narzekać jako facet, nie mam na co narzekać jako ojciec, mój syn jak większość synów świata jest cudowny… Nie mam co narzekać jako mąż, trafiła mi się istota rozumna i ładna, to rzadkość… Nawet jeśli wydaje mi się, że jej miłość już zgasła (?) – to i tak być koło niej to miła rzecz… Mam przyjaciela, nietypowego, bo nietypowego – chyba jesteśmy kompletnymi przeciwieństwami, co daje czasem bardzo ciekawe zderzenia osobowościowo-sytuacyjne, przyjaciela dla którego nie mam zbyt wiele czasu (wybacz, stary) ale którego chciałbym mieć za brata. Mam fajną pracę, spokojne i dostatnie życie przetykane niespokojnymi chwilami zapracowania… To czego brak?
W międzyczasie zrobiłem małe porządki na blogu, niedziałające linki youtubowe ponaprawiałem, trochę kosmetyki nikomu nie zaszkodzi. Oczywiście znowu powziąłem mocne postanwienie by pisać i pisać. Tylko skąd wziąć czas?
Za dużo myśli kołacze się po głowie i za dużo jest rzeczy do zrobienia. W tej chwili w kółko odtwarzam sobie z netu dzisiaj stworzoną playlistę na blogmusik.net, to lepsze niż Pandora (ostatnio pojawiły się na niej jakieś dziwne restrykcje) i Last.fm. Blogmusik oferuje duuużo utworów, można ich słuchać w dowolnej kolejności i nawet – najważniejsze – tworzyć playlisty. Gorąco polecam. A wracając do myśli i dążeń. Do napisania jest książka, już zresztą od jakichś 8 lat… Mam w głowie cały jej plan, znam wiele szczegółów, ale póki co powstał pierwszy rozdział z 48 – i nie łudzę się – zapewne nie zdołam opowiedzieć tej historii. W proszku leży strona, mój homesite, nie mam jakoś serca, żeby przysiąść do tego – tak czy owak – prędzej czy później jakieś portfolio będę musiał na neta wsadzić. Powstał również pomysł na trzeciego bloga (nie łudźcie się, że podlinkuję tu drugiego, moja tożsamość ma pozostać w tajemnicy) – natomiast prowadzenie go wymagałoby czasu i kopania w materiałach źródłowych. Z tym blogiem sobie nie radzę, drugi póki co stoi, o trzecim chyba nie ma co myśleć. Nie bywam na swoim ukochanym forum – w zasadzie inaczej – bywam bardzo mało. Lekki przesyt. Nie serfuję już tak jak kiedyś, nie chce mi się. Mam plany by się nauczyć kilku programów – brak czasu. W zasadzie tą sentencją powinni mi upiększyć nagrobek “Brak czasu” albo “Zajęty”. Marzę o chwili gdy będę mógł się lekko wyplątać z konieczności zrobienia tego czy tamtego i usiądę na balkonie z książką. A lista robót jakoś wcale się nie kurczy. Marzę o chwili, kiedy wstanę od monitora i stwierdzę “O., kurcze. Nie mam nic do zrobienia. Zrobiłem wszystko”. Oby nadeszła jak najszybciej.
Muse – “Map Of The Problematique”
Zaszufladkowany do: @wierszem
Nauki życiowe 1.
Uczył strażak Wojciech
Swego syna Sławka
“Najważniejsza w życiu
sprężysta sikawka”
Nauki życiowe 2.
Uczył hydraulik
synalka Artura
“Najważniejsza w życiu
Twarda, mocna rura”