Zaszufladkowany do: @home
W.H. Auden
As I Walked Out One Evening
As I walked out one evening,
Walking down Bristol Street,
The crowds upon the pavement
Were fields of harvest wheat.
And down by the brimming river
I heard a lover sing
Under an arch of the railway:
“Love has no ending.
“I’ll love you, dear, I’ll love you
Till China and Africa meet,
And the river jumps over the mountain
And the salmon sing in the street,
“I’ll love till the ocean
Is folded and hung up to dry
And the seven stars go squawking
Like geese about the sky.
“The years shall run like rabbits,
For in my arms I hold
The Flower of the Ages,
And the first love of the world.”
But all the clocks in the city
Began to whirr and chime:
“O let not Time deceive you,
You cannot conquer Time.
“In the burrows of the Nightmare
Where Justice naked is,
Time watches from the shadow
And coughs when you would kiss.
“In headaches and in worry
Vaguely life leaks away,
And Time will have his fancy
Tomorrow or today.
“Into many a green valley
Drifts the appalling snow;
Time breaks the threaded dances
And the diver’s brilliant bow.
“O plunge your hands in water,
Plunge them in up to the wrist;
Stare, stare in the basin
And wonder what you’ve missed.
“The glacier knocks in the cupboard,
The desert sighs in the bed,
And the crack in the teacup opens
A lane to the land of the dead.
“Where the beggars raffle the banknotes
And the Giant is enchanting to Jack,
And the Lily-white Boy is a Roarer,
And Jill goes down on her back.
“O look, look in the mirror,
O look in your distress;
Life remains a blessing
Although you cannot bless.
“O stand, stand at the window
As the tears scald and start;
You shall love your crooked neighbor
With all your crooked heart.”
It was late, late in the evening,
The lovers they were gone;
The clocks had ceased their chiming,
And the deep river ran on.
Zaszufladkowany do: @work
Chodzenie po bagnie wciąga jak powiedział jakiś błyskotliwy ktoś. Szczególnie w pracy. Dzień bez afery uważa się za dzień stracony, w naszym zakładzie mamy pełen wachlarz afer, aferek i podchodów. Rzygam tym już, bo w każdą – chcę czy nie chcę – jestem jakoś wplątywany. Usiłuję pracować w przerwie między kolejnymi problemami, średnio to dość wychodzi. Ech, szkoda gadać….
Anathema – “Fragile Dreams”:
No nijak jest, dni przeciekają przez palce nie zostawiając choćby nawet osadu na dłoniach. W przcy luźniej, choć dalej w skali 1-10 radość z pracowania i klimat błąkają się gdzieś w okolicach szóstki. Niewiele się dzieje, wybuchają jakieś bezsensowne utarczki i takie tam. W domu też luźniej, po sobocie napiętnowanej OM mode (OM – Obrażona Męczennica) u A. chyba humor odrobinkę zwyżkuje. Ale ogólnie nie ma o czym pisać tak naprawdę. Nie robię nic, staram się nie zanudzić na śmierć w domu i niezanudzanie się wychodzi mi wyśmienicie.
Aha – i wygrzebałem starusieńki wiersz:
Sonet
Dwunasta – już Marcin kanapki spożywa.
Kaśka brief szykuje, bo chce nam dowalić,
Jacek i Kreska wyszli zapalić.
Ewa pijąc kawkę sobie odpoczywa.
Ada zarobiona, że prawie nieżywa,
Zenek do Edyty chce cholewki smalić,
Maciek zasuwa, bo nie chce nawalić,
Posiedzenie sejmu u Joli przygrywa.
Ach duszą mą targa smutek i zwątpienie,
Gdyż brief dostałem od tej złej dziewczyny…
Czy z głodu nie padnę? Czy ja mam jedzenie?
Kanapki rachuję. Choć jestem bez winy,
To znów zaliczymy jakieś nadgodziny…
Znów się zanosi na wieczorne siedzenie.
Wolfsheim – “Once In A Lifetime” (uwielbiam ten numer)
Trochę nowej poezji o komunikacji się narodziło. Pojawią się te wiersze zapewne w moim debiutanckim tomiku pod wiele mówiącym tytułem. “Sygnalizacja świetna i inne roboty (drogowe)”. Będzie ten tomik rozdawany na skrzyżowaniach kierowcom samochodów. No i będę sławny jako pierwszy piewca polskiego industrialu.
Facet – marzenie
Dobrze mieć faceta, co szmalem wciąż pluje.
Co zimny jest jak stal i chłodno całuje.
Co patrzy niewzruszenie, twardo na ziemi stoi
Nie drży pod dotykiem, palców się nie boi.
Strasznie ze mnie uczuciowa kobieta.
Tulę go i głaskam. Kocham Euroneta.
Polewaczka
(wiersz dedykowany Ewie)
Cicha polewaczka pomknęła Alejami.
No i stoję teraz mokry
i rzucam kurwami.
Koparka
Na gąsienicach podstępnie się wspięła.
Groźna maszyna! Rechocząc rubasznie
Machnęła swoją żelazną łyżką:
“Zaraz wam wszystkim nakopię strasznie.”
Prong – “Rude Awakening” (genialne!) – niestety do obejrzenia tylko z YouTube’a (kliknij w video)
Nadszedł czas porządkowania tej sterty pomysłów, drobiazgów, śmieci i rzeczy wielkich, które walają mi się pod czaszką. Masa chaosu, a wektory zainteresowań i pomysłów prowadzą w tak różne strony… Ale skoro o porządkach – to o jego dwóch filarach. Od kilku lat pomagają mi w tym w większym lub mniejszym stopniu “mapy myśli” (mind maps), efekt lat pracy Tony’ego Buzana, prawdziwa rewelacja i rewolucja w sposobie myślenia, notowania, nauki itp. itd. Polecam zerknięcie tu i tutaj. I powiem jedno – to działa, działa na tak różnych płaszczyznach życia, że aż trudno uwierzyć. Ale to Tony od aspektu pracowego, porządkowego i bardziej rozumowego. Od niedawna w moim życiu pojawił się drugi Tony, Tony Robbins. Typowy Amerykanin, showman zbijający grubą forsę na “treningu sukcesu”. Razi mnie odrobinę jego amwayowski entuzjazm….. ale… pomyślałem sobie – czemu nie spróbować?. Wprawdzie dopiero zaczynam przygodę z panem “trenerem sukcesu” i chociaż sukces mnie raczej mało obchodzi – to inne aspekty jego wykładów – jak najbardziej. Mam za sobą 1 CD z setu “Live With Passion” i opadła mi przy nim szczęka. Przewałkowałem to CD ze cztery razy, jednocześnie tworząc do nich mapę myśli i uważam, że jego pozornie prościusieńkie odkrycie “Quality Quantifiers” jest genialne. Zacząłem je powolutku wprowdzać w życie. I – cholera – to działa. Tu jest odrobina wytłumaczenia sprawy, natomiast uważam, że o niebo lepiej jest go słuchać! I olać wątpliwości, że showman, że kasa, że to, że tamto. Spróbować bez uprzedzeń. A to dopiero pierwsze CD, co będzie na następnych pięciu?…
Trochę czasu już nie pisałem, chyba mi nawet tego brakuje… Ale życie popędza mnie bacikiem i staram się nie wypaść z jego rytmu, temu właśnie ma służyć porządek w umyśle i w sercu. Porządek w umyśle – prosta rzecz, porządek w sercu – już mniej. Żeby życie uczuciowe sprowadzało się do seksu jedynie – o ile prościej by było…
Na zakończenie kilka wierszy. Chwytających za serce, ściskających je bez litości i uwierzytelniających mój bezbrzeżny romantyzm.
Traktor
potężny traktor
dymi jak reaktor
dyszy
sapie
syczy
i dmucha
przejadę po wsi
będzie rozpierducha
Kombajn
a jutro wszystkich
strasznie zaskoczę
kombajnem zjadę
wprost na pobocze
Policja
zakapiory
i bandziory
po północy wyszły z nory
jedzie policyjna nyska
don’t worry, Warszawo
don’t worry
Autobus i metro
autobus czerwony
przez ulice mego miasta mknie
skręci w lewo, skręci w prawo
a metro nie
Śmieciarka
wredna śmieciarka
o parking się wsparła
i znów mi pod domem
kubłów treść wyżarła
I jak? Wzruszeni?
I trochę muzyki:
Tomahawk – “God Hates A Coward” live: