Macho Grande


Das Alte Leid. Małżeństwo. Wish Upon A Dogstar.
czerwiec 29, 2008, 11:33 pm
Kategoria wpisu: Uncategorized

Znowu stara śpiewka - ponownie sie pogubiłem trochę, ponownie stoję na rozdrożach. Ponownie wydaje mi się, że zaczynam nowy etap w życiu. Za dużo tych etapów na to, żeby to była prawda. Prawda jest o niebo prostsza - jestem durniem i w tej kwestii niewiele sie zmieniło od początków tego żałosnego bloga. Właśnie - żałosność to moja specjalność. “Żałosny dureń” powinien się nazywać ten blog a nie “Macho Grande”.

Ale abyście w pełni zrozumieli moją żałosność - musiałbym opowiedzieć wam wszystko. Unfortunately ten poziom ekshibicjonizmu jest ni obcy. Ale bardzo się staram nie być żałosny. Nie wychodzi.

Wypiłem piwo i zebrało mi się na pisanie. Niestety - jak zazwyczaj - nie mam wam nic do powiedzenia specjalnego. Dzień umknął mi pracowicie - siedzę i rysuję od mniej więcej 11.00 (bo ja dużo rysuję - mówiłem wam?), słucham muzyki z Deezera i w zasadzie dokładnie na tym upłynął mi dzień. Żonę wypuściłem nad morze, bo i tak nie miałbym czasu by się nią zajmować. Cieszę się renesansem małżeństwa. Ostatnie trzy dni to było katharsis - poczułem się jak kiedyś. Poczułem, że warto, poczułem, że żyję.

Och, kilka dni temu usłyszałem dużo gorzkich słów, sam pewnie też kilka wystrzeliłem z siebie… I leżeliśmy tak rozstrzelani. A potem udało się zmartwychwstać.

To coś dla czego wogóle warto żyć.



Magia wisi w powietrzu.
czerwiec 28, 2008, 11:06 pm
Kategoria wpisu: @home, @past, @work

Mówię wam. Będzie dobrze. Będzie cudownie. Jak w niebie.

Właśnie wybaczyłem wszystkim wszystko. Kiedyś i mnie może będzie wybaczone.
Posłuchajcie tego - Ashes To Ashes grupy Faith No More. Coś pięknego - najpierw tekst, potem video:

I want them to know it’s me
It’s on my head
I’ll point the finger at me
It’s on my head

Give it all to you
Then I’ll be closer

Smiling with the mouth of the ocean
And I’ll wave to you with the arms of the mountain
I’ll see you

I will let you shout no more
It’s on my head
I’ll pick you up from the floor
It’s on my head
I’ll let you even the score It’s on my head

Give it all to you
Then I’ll be closer

Smiling with the mouth of the ocean
And I’ll wave to you with the arms of the mountain
I’ll see you

Give the same to me then I’ll be closer, closer
Give the same to me then I’ll be closer, closer

Smiling with the mouth of the ocean
And I’ll wave to you with the arms of the mountain

Give the same to me then I’ll be closer



The Invitation
czerwiec 23, 2008, 2:34 pm
Kategoria wpisu: @home

The Invitation

It doesn’t interest me what you do for a living.
I want to know what you ache for,
and if you dare to dream of meeting your heart’s longing.

It doesn’t interest me how old you are.
I want to know if you will risk looking like a fool
for love, for your dreams,
for the adventure of being alive.

It doesn’t interest me what planets are squaring your moon.
I want to know if you have touched
the centre of your own sorrow,
if you have been opened by life’s betrayals
or have become shrivelled and closed from fear of further pain.

I want to know if you can sit with pain,
mine or your own, without moving to hide it
or fade it or fix it.

I want to know if you can be with joy mine or your own.
if you can dance with wildness and let the ecstasy
fill you to the tips of your fingers
and toes without cautioning us
to be careful, be realistic,
remember the limitations of being human.

It doesn’t interest me if the story you are telling me is true.
I want to know if you can disappoint another
to be true to yourself.
If you can bear the accusation of betrayal
and not betray your own soul.
If you can be faithless and therefore trustworthy.

I want to know if you can see Beauty
even when it is not pretty every day,
and if you can source your own life from its presence.

I want to know if you can live with failure, yours and mine,
and still stand at the edge of the lake
and shout to the silver of the full moon,“Yes.”

It doesn’t interest me to know where you live,
or how much money you have.
I want to know if you can get up after the night of grief and despair,
weary and bruised to the bone,
and do what needs to be done to feed the children.

It doesn’t interest me who you know
or how you came to be here.
I want to know if you will stand
in the centre of the fire with me and not shrink back.

It doesn’t interest me where or what
or with whom you have studied.
I want to know what sustains you from the inside
when all else falls away.

I want to know if you can be alone with yourself,
and if you truly like the company
you keepin the empty moments.

© Oriah Mountain Dreamer, from the book The Invitation published by HarperSanFrancisco, 1999



Poezje! Poe już jadł. Poe dziękuje. We’re Not Alone.
marzec 20, 2008, 12:32 pm
Kategoria wpisu: @wierszem

Kilka wierszy, których nie powstydziłby się nawet Piotr Rubik. Gdyby pisał wiersze.

Wypaliłem się

by nie wstać i nie wyjść - trzymam się fotela
przysypiam na layoutach, które usypiają
musimy być dzielni jak ksiądz, co niedziela
jak żarówki Philipsa, co się nie wypalają
musimy być sprawni jak zagłębie Ruhry

jeszcze tylko 35 lat do emerytury

Strumień świadomości

przez przedpokój przepłynął
strumień świadomości
i teraz chlupocze
w butach moich gości

Guzik doktora Pai-Chi-Wo

i gdy cię naciskam na twoj guzik tajny
mówisz że ci dobrze i że jestem fajny

Erotyk elastyczny

Ach przestań już krzyczeć:
“Zaspokój pragnienie!”
Nie pospieszaj dziewczę
- Zmieniam ogumienie

I jeszcze Peeping Tom “We’re Not Alone”



Luna.
styczeń 17, 2008, 12:09 przed południem
Kategoria wpisu: @home

Tomasz Budzyński - Luna

Nic nie mówić, tylko klikać, bo ominie was nieziemskie piękno.

http://www.wrzuta.pl/audio/z7b4bOpdI1/

Rzadko to można stwierdzić z całą pewnością, ale to będzie płyta roku, choć znam dopiero dwa kawałki z niej.
Cheers, Budzy!



Back To The Start. Naokoło wieży.
styczeń 8, 2008, 11:11 pm
Kategoria wpisu: @home, @past, @she said, @wierszem, @work

Dzień drugi. Usiłuję myśleć, niezdarnie przestwiając sobie priorytety, tłumacząc i tłumiąc złe myśli w zarodku. Najważniejsze zdaje się być nie polemizowanie z podstępnymi kwestiami, które zewsząd napływają znienacka. Cisną się, odganiam je ale wracają. Słowa - klucze i pytania, na które przeciez od dawna znam odpowiedź - a wciąż wracają. Trzeba mi było wpaść pod ten autobus, przestałbym na chwile zastanawiać się nad życiem. “Knowledge is pain” jak powiedział Anthony Hopkins we “Fracture”. Heh, zaczyna to brzmieć jak dziennik narkomana na odwyku :) Zbyt wiele wiem, żeby nie bolało, zbyt wiele zrozumiałem. Jak na razie pozostaje jedynie rzucić się w wir czegoś, żeby się nie martwić. Totalne przemeblowanie życia nigdy nie jest łatwe. Nie da się wszystkiego wyprostować i zmienić od razu, to proces trwający zapewne trochę. Zresztą…. Co ja tam wiem.

Porozmawiałem z Agą. O naszym związku - poważnie, bardzo długo. Jak naprawiać - nalezy zrozumieć, gdzie zgrzyta. Będziemy się starać. Wiele będziemy. Oby wyszło.

Naokoło wieży

musi być stąd jakieś wyjście
powiedział błazen do złodzieja
jest za duże zamieszanie
nie mogę znaleźć ukojenia
biznesmeni piją moje wino
oracze ryją moją ziemię
ile to wszystko jest warte
tego nikt z nich nie wie
nie ma się co podniecać
złodziej mówił łagodnie
jest między nami wielu takich
co myślą że życie to tylko żart
ale ty i ja mamy to a głowy
i to już nie jest nasz los
nie mówmy kłamstw
zapada już noc
naokoło wieży
królewna patrzy i wie
że kobiety przychodzą i odchodzą
bosonogie sługi też
gdzieś daleko stąd
zawarczał dziki ryś
dwaj podróżni nadjeżdżali
i wiatr zaczynał wyć



Kurtyna. Albowiem Tuum est Regnum.
styczeń 7, 2008, 11:07 pm
Kategoria wpisu: @home, @past, @work

To nawet nie jest dzień, w którym zrozumiałem, że żyję źle. To dzień, w którym złe życie kopnęło mnie w tyłek mocno jak cholera - i jeśli potrzebowałem jakiegoś przełamania - to zapewne dziś to nastąpiło. Wszechogarniający syf, który zresztą sobie sam porozrzucałem po kątach wreszcie zawył i domaga się sprzątnięcia. Może to jakiś kryzys wieku średniego, może jego koniec, jedno wiem - na dłuższą metę żyć na moją modłę się nie da. Nie buduję nic nowego, raczej - słowami Pinokia - plądruję ruiny rzeczywistości.
Zdałem sobie z tego sprawę właśnie - nomen omen gdzieś w okolicy Nowego Roku. Osobom, które zupełnie na to nie zasłużyły nadawałem jakieś arcyważne znaczenie, zapominając o kilku naprawdę ważnych osobach… Mam nadzieję, że mi wybaczą.

Złowieszczo brzmią mi w głowie genialne strofy T.S. Eliota od wielu dni, gdy sobie myślę o swoim życiu, końcówka “Wydrążonych ludzi” - to w sumie oczywiście o mnie. Chodzi mi konkretnie o piątą, finalną część poematu:

Więc okrążajmy kaktus nasz
Kaktus nasz kaktus nasz
Więc okrążajmy kaktus nasz
O piątej godzinie rano

Pomiędzy ideę
I rzeczywistość
Pomiędzy zamiar
I dokonanie
Pada Cień

Albowiem Twoje jest Królestwo

Pomiędzy koncepcję
I kreację
Pomiędzy wzruszenie
I odczucie
Pada Cień

A życie jest bardzo długie

Pomiędzy pożądanie
I miłosny spazm
Pomiędzy potencjalność
I egzystencję
Pomiędzy esencję
I owoc jej
Pada Cień

Albowiem Twoje jest Królestwo

Albowiem Twoje jest
Życie jest
Albowiem Twoje jest

I tak się właśnie kończy świat
I tak się właśnie kończy świat
I tak się właśnie kończy świat
Nie hukiem ale skomleniem.

Uch, poskomlałem sobie już troszkę, dość tego melancholizowania i wylewania żalów, czas na coś pięknego. Koniec gównianego transu, czas wydorośleć i zmądrzeć. Kurtyna. Krótki antrakt i jedziemy dalej. Wreszcie właściwą drogą… Niech się uda.
Zacznę od ogolenia się. :)

I jeszcze cudo-perełka-klejnocik:
Faith No More - Stripsearch



Wiersze wy(ż)zebrane.
grudzień 18, 2007, 2:33 pm
Kategoria wpisu: @wierszem

Dwa, na świeżo muzie wyrwane z gardła liryki.

***

a twój profil słodki
o sonet się prosi
gdy wieczór cię ogrzewa
i poranek zrosi

i o życiu marzę
tak cudownym w smaku

ja chcę żyć twym życiem
mój drogi
gumiaku

Informatyk zabiera się za kobietę.

gładzę jej bufory
by się przepełniły
i chłonę wiatraczka
warkocik przemiły

i zawieszam system
i restartów serią
sprawiam, że snop iskier
wybucha feerią

zerkam jak migocze
większość jej diód
czy wielkość mych bajtów
wypełniła głód?

bo chcę mą jedynkę
gdzieś w jej zero wcisnąć
by mogły jej źrenice
w ciemności rozbłysnąć

i będziemy hulać!
w blasku podczerwieni
moim twardym łączem
na wieki złączeni



Korespondencja pośmiertna.
grudzień 9, 2007, 12:39 pm
Kategoria wpisu: @home, @past, @wierszem, @work

Dziś nie będzie YouTube’a po wpisie. To bardzo szczególna notka. Bardzo bardzo bliska mi osoba zakończyła właśnie poważny etap swojego życia. Kamień przez tą osobę rzucony w wodę spowodował potężne fale, które dosięgły kilku ludzi. Mnie przy okazji również.

Posłuchaj tutaj.

Marcin Świetlicki - Korespondencja pośmiertna

Otóż: w jakiś tam sposób nie byłem ci wierny;
istniał świat. A to rozprasza. Ja budziłem się
i żyłem, dotykałem, jadłem, rozmawiałem,
piłem wino i grałem w ludzkie gry, jeździłem
koleją i pozowałem do zdjęć, rozproszyłem się,
wybacz.

Otóż: w jakiś tam sposób nie byłam ci wierna,
byłam zajęta w innych miejscach, w innych
ludziach, prócz ciebie miałam pory roku,
zwierzęta, drzewa, wojny, dzieci, wielką przestrzeń
do ogarnięcia. Dopiero teraz zostanę przy tobie,
wybacz.

I teraz będzie wszystko? Nie będzie niczego.
Kapelusze i dachy, korony drzew, wieże,
drogi i tory kolejowe, rzeki - stąd widziane
rozpłyną ci się zaraz. Pozwoliłam sobie
zrobić dopisek na twojej kartce pocztowej,
wybacz.



Listopad. Niemoc. Mouth For War.
grudzień 2, 2007, 1:14 przed południem
Kategoria wpisu: @home, @wierszem

Siedzę i zastanawiam się, słuchając “Świetlików”, co robią mój przyjaciel i jedna przyjaciółka zamiast zająć się czymś pożytecznym… Zastanawiam się, co zrobić ze swoim życiem, żeby mniej bolało. A. śpi za plecami a ja korzystam ze spokoju nocy by poklepać trochę w klawiaturkę. I może już wystarczy. Jeden z najukochańszych wierszy Świetlickiego. Jedna z najukochańszych piosenek. Posłuchać możesz tutaj.

Marcin Świetlicki
Listopad

Listopad, niemal koniec świata, kilka minut przed zmierzchem.
Schroniłem się w kawiarni, siadłem tyłem do światła.
Wolne? Zajęte - odpowiadam, rzucam kurtkę na to drugie krzesło.

Och, gotów jestem już wyjść z tego miasta, ręce wytrzeć o
liście, cały ten kurz, tłuszcz miasta
wytrzeć o liście, wyjdź ze mną, zobaczysz.

Znudzimy się i pozabijamy po tygodniu, ale pomyśl o tych
łunach, które pozostawimy za sobą, o tych wszystkich miejscach
i kobietach, mężczyznach; pomyśl - z jaką ulgą

będziemy krzyczeć w hotelowym pokoju, na najwyższym piętrze,
a nasze krzyki dotrą na pewno aż na
portiernię. Wolne? Już, już za chwilę będzie wolne - odpowiadam.
Zmierzch.

Pantera - “Mouth For War”