Zaszufladkowany do: @home
Witam po dłuuuższej przerwie. Oczywiście miało nie być przerw, oczywiście miałem pisać codziennie – ale narzucenie sobie takiej samodyscypliny najzwyczajniej w świecie chyba mnie przerasta.
Wiele sie w moim życiu nie zadziało, praca/dom/praca, znacie to bardzo dobrze. Ale jest dość spokojnie i jednostajnie, nawet ostatnio mam kilka chwil dla siebie – o co wcześniej nie było zbyt łatwo. No i syn w szkole – pierwsza klasa, co wiąże się z innym podejściem do dziecka – szczególnie A. podchodzi inaczej, jakby to był kompletnie nowy świat. Ja prezentuję taktykę… taką jak zawsze – bez specjalnego zatrwożenia i przerażenia tematem. Może to i dobre – taki dualizm w podejściu. A nasz syn – nie przejmuje się specjalnie, mówi, że szkoła mu się podoba, choć rysują tam szlaczki a on już potrafi w sumie trochę pisać, potrafi czytać, dodaje ułamki dziesiętne i potrafi wykonać działania na liczbach ujemnych. Zobaczymy, co dalej.
A poza tym to taki wpis kontrolny, już prawie nie pamiętam, jak sie używa WordPressa. No i mam nadzieję wbrew temu, co robię, że zacznę pisać częściej.
Spróbuj powiedzieć to bez potknięcia językowego.
Zasuszony suseł przy szosie szeleściwszy
szesnastą szaszetkę szaszłyków rozkruszał.
Sześciuset Szoszonów sosem spoiwszy
strofował szynszylę. A szalała susza.
Jak widać nudzę sie trochę. Nic do roboty, trzeba jakoś sobie wypełniać czas. Siedzę, słucham muzyki i jest mi mało fajnie. I jakoś tak nostalgicznie. Stąd nowy, powyższy wiersz. Wiem, że bez sensu. Ale doznania językowe niezapomniane, jak powiedział kiedyś jeden mój kolega z polonistyki wychodząc z pokoju w akademiku z nową panną. Wprawdzie nie mam żadnego kolegi z polonistyki, a całą historię zmyśliłem – ale całe sformułowanie brzmi wystarczająco zabawnie by je tu umieścić.
Dla Pawełka
nie posiadam telewizora
nie posiadam samochodu
nie posiadam komputera
nie posiadam dowodu
nie posiadam konta
nie posiadam zmywarki
nie posiadam telefonu
nie posiadam sekretarki
posiadam 27 kilogramów najczystszej miłości
dozowanej prosto w serce
nie posiadam
się
z radości
Nie ma syna, jeszcze kilka dni – dopiero wróci od teściów. Wariuję trochę z tego powodu, choć mało o tym mówię. Brak mi go.
Zaszufladkowany do: @home
No i zostałem słomianym wdowcem i jak zawsze w takiej sytuacji nie bardzo mogę się odnaleźć. Pewnie siedziałbym i gapił się gdzieś tępo. Np. w monitor. Ale dziś byłem sprytniejszy – spisałem sobie listę rzeczy do zrobienia i punkt po punkcie je realizuję.
Jutro impreza u kolegi – nagrałem 2 CD z muzyką (potworna mieszanka) i zakupiłem 0,7l wódki Maximus. Z zumi.pl wydrukowałem sobie plan dojazdu i jestem gotów na party. A póki co nudzę sie.
Playlista na dziś:
Surfuję:
Scott McCloud site.
Strona rysownika komiksów. Charakterystyczny styl, bardzo fajna i prosta kreska – warto poczytać – technomaniakom polecam szczególnie komiks o…. przeglądarce Google Chrome. Jest tutaj.
Chciałbym umieć tak oszczędnie rysować. Do storyboardów jak znalazł.

Scott@work
Słucham:
Tu nic się nie zmieniło. Dalej Bloodhound Gang. Pierwsze płyty – zupełnie nie do słuchania. Ale “Hooray For Boobies” (co za tytuł!) i “Hefty Fine” – całkiem z polotem. No i z humorem, specyficznym bardzo.
Oglądam:
“Guzikowcy” Zelenki. Ciąg dalszy. Kolejne 30 minut. I coraz bardziej mi sie podoba.
Czytam:
Nic. Poza zleceniami. Statusami kolegów i koleżanek na Tlenie i GG.
Gram:
Far Cry. Wciąga.
YouTube:
No Youtube today.
Mocne postanowienie poprawy i żal za grzechy. W temacie bloga. Zdecydowanie za rzadko tu piszę.
Czym wypełnić lukę – poza swoimi przynudzeniami o życiu? Większą ilością przynudzeń o życiu! Już usiłowałem raz wprowadzić to, co zamierzam własnie wprowadzić – skończyło się wyłącznie na zamiarach.
Może teraz sie uda – oto playlista na dziś (poniżej). Co robię, czego słucham i jak spędzam resztki wolnego czasu. Niby wiele go nie mam – ale wypełniam go po brzegi. Zobaczymy jak sprawdzi się takie coś i czy starczy mi konsekwencji by prowadzić to częściej. Założenie jest takie, że będzie codziennie.
Od dwóch tygodni jestem w posiadaniu potężnej maszyny z 64bitową Vistą. Na giełdzie odradzano mi jej kupno, sugerowano XPka. I sam nie wiem – żałuję czy nie. O Viscie nie mam jeszcze wyrobionego zdania. Spodobały mi się jej bajerki… i tyle póki co. Zaliczyłem już kilka bluescreenów – ale cały czas to dla mnie faza testów. Karta graficzna – potwór Radeon 4870 X2. 8 Gb RAM. W sumie prawie dwa terabajty przestrzeni dyskowej. Totalna apokalipsa. Zobaczymy jak się będzie pracować teraz. Czy system po miesićau sie zamuli…. i czy będę żałować, że nie kupiłem iMaca – bo taki był plan na początku.
Playlista na dziś:
Surfuję:
The Daily Figure
Piękny sajt. Piękna kreska. Wspaniałe rysunki “z gestu” – takie rzeczy otrzeźwiają człowieka i przypominają jak wiele się jeszcze muszę nauczyć by rysować dobrze. No i waham się czy nie powiesić sobie czegoś takiego w kuchni:

Na stronie jest tego więcej...
Słucham:
http://www.deezer.com/track/1143915
http://www.deezer.com/track/1143907
Bloodhound Gang. Jeśli ktoś miałby śpiewać moje poezje – to tylko oni.
Oglądam:
“Guzikowcy” Zelenki. W kawałkach – na przenośnym playerku – więc pewnie jeszcze ze dwa dni to będzie na plejliście. Pół obejrzałem i wciąga.
Czytam:
“Incal” – komiks Moebiusa i Jodorowsky’ego. Moebiusa bardzo poważam. Warto obejrzeć, poczytać, choć całość ma ponad 300 stron.
Gram:
Far Cry – w oczekiwaniu na Far Cry 2
YouTube:
Bloodhound Gang – Uhn Tiss Uhn Tiss Uhn Tiss
No i znowu trochę odgrzewania kotletów. Znalazłem rękopisy “Pieśni detepowców” – śmiałego w zamierzeniach dzieła przerobienia całej polskiej muzyki na muzykę dla operatorów DTP. A w zasadzie tekstów piosenek. Jeszcze słowem wyjaśnienia – operator DTP to osoba, która robi skład komputerowy dokumentów, które potem idą do druku. Jak każda podejrzana grupa (więźniowie, hiphopowcy itp.) posiada swój własny slang, który występuje w poniższych piosenkach. Poczytajcie sobie, moi radośni czytelnicy:
Autobiografia (detepowca) (Perfect)
Miałem dziesięć lat
Gdy w detepu wszedłem świat
W mej piwnicy był nasz group
Kumpel Maca zniósł
Usłyszałem Quarka blues
I nie mogłem w nocy spać
Pierwszy pecet zmarł
Tego też załatwił Quark
Znów nie można zleceń brać
W naświetlarni gwar
Jak tornado żem się wdarł
Chciałem wręcz
Klisze brać
Cromalin Bóg wie gdzie
I wydruki już nie te
Choć z drukarni folder zszedł
Z myszki został wiór
Wyświeciłem milion bzdur
I poznałem pedeef
Klipartowy szał
Każdy z nas ich pięćset miał
Zamiast nowej pary dżins
A w sobotnią noc
Nadgodziny, pracy moc
Strasznie się nie chciało żyć
Było nas trzech
Rychu, Zdzichu i Grzech
Ale jeden przyświecał nam cel
Za kilka lat
Mieć u stóp caly skład
I zleceń w bród
Alpagi łyk
Szparowanie po świt
Niecierpliwy w nas ciskał się duch
Ktoś dostał gloss
To zawiesił ktoś coś
Coś działo się
Poróżniła nas
Za jej bez babolów twarz
Każdy by się zabić dał
W pewną letnią noc
Przysłała mi pliki .doc
Nie dostałem to com chciał
Powiedziała mi
Klisz komplety mają być
Ja jej że postscripta mam
Szparowała raz
Nie wyświecił nikt na czas
Znów jak pies byłem sam
Sto różnych ról
Klient zwieksza mój ból
Nie nauczył Corela mnie nikt
Przed Macem na wznak
Przechlapałem swój czas
Najlepszy czas
W naświetlarni bez braw
Głupa musiałem grać
W takich sprawach, że jeszcze mi wstyd
Pewnego dnia
Szef powiedział, że ja
Nie umiem nic
Słuchaj mnie tam
zCMYKowałem się sam
Oto wyśnił się wielki mój sen
Medialny tłum
Spija reklamy znów
Drukują mnie
W drukarni pan
Mówi: “Na dysku mam
Z projektami straszliwy chlew”
Otwieram plik
I nie mówie już nic
Znów kiepski skan…
Kocham Cię jak Irlandię (Choć tak szparujesz nieładnie) (Kobranocka)
Strasznie mieszać w Corelu ci przyszło
Robiłaś skład niedokładnie
Kiedy czuję klisz twych bliskość
To stwierdzam – szparujesz nieładnie
Ref: A Ty znów jakiś font krzywisz
Sejwujesz, wypuszczasz coś dalej
Drukarze są nieszczęśliwi
I nie chcą drukować Cię wcale
Przed Quarkiem żywisz obawę
Że na postscriptach gdzieś padniesz
W Photoshopie lubisz zabawę
Choć tak szparujesz nieładnie
Ref: Ponownie jakiś font krzywisz
Sejwujesz, wypuszczasz coś dalej
Drukarze są nieszczęśliwi
I nie chcą drukować Cię wcale
Przy pracy poligraficznej
Jakaś czcionka wypadnie
Choć klient dał twarde wytyczne
Ty ciągle szparujesz nieładnie
Ref: I znowu jakiś font krzywisz
Sejwujesz, wypuszczasz coś dalej
Drukarze są nieszczęśliwi
I nie chcą drukować Cię wcale
Czy ktoś ci kiedyś wybaczy
Że działasz tak nieporadnie
Czy montaż dla Ciebie coś znaczy
Bo tak szparujesz nieładnie
Ref: A Ty znów jakiś font krzywisz
Sejwujesz, wypuszczasz coś dalej
Drukarze są nieszczęśliwi
I nie chcą drukować Cię wcale
Przeżyj to sam (Corel to chłam) (Lombard)
W zlecenie patrzysz bez emocji
Na przekór czasom, terminom wbrew
Ciągle pracujesz w dzień czy w nocy…
Choć twoje gały już nie te.
Ktoś inny robi skład za Ciebie.
Gdy widzi eRGieB podnosi krzyk
A Ty w Corelu, bo tak lepiej,
Chociaż z poscripta nie będzie nic.
Ref: W Quarku zrób sam!
Corel to chłam!
I to Corel ma najwięcej skaz
Przecież jeszcze Quarka masz…
Widziałeś montaż znów w dzienniku
Był na tym zdjęciu sejmowy tłum
I jeden babol wzrok Twój przykuł:
Złe szparowanie ludzkich głów
Corel wywalił się jak krowa
Na .cdr-y cię wzięła złość.
I począł w Tobie gniew kiełkować,
I pomyślałes: CORELA DOŚĆ!
Ref: W Quarku zrób sam!
Corel to chłam!
I to Corel ma najwięcej skaz
Przecież jeszcze Quarka masz…
Czyż to nie są piękne songi do śpiewania przy ognisku wraz z całą agencją reklamową? W tym miejscu pragnę serdecznie pozdrowić wszystkich detepowców, których udało mi się spotkać w życiu – o dziwo – większość była całkiem do rzeczy.
Piosnka dnia: Iron Maiden – Be Quick Or Be Dead
Piątek. Miły w pracy – niewiele dziś było do roboty i z perspektywą miłego weekendu – jutro dokonuję zakupu nowego komputera – potwora, więc komfort pracy zwiększy się mocno. W domu niezwykle miły wieczór, więc czego jeszcze do szczęścia potrzeba? Odrobiny poezji oczywiście. Tym razem wiersz wojenny z przygotowywanego tomiku “Działa zebrane”.
Wieczna wojna
Szturmuję twe ciało – rozpoczęła się wojna.
Nie szykujesz obrony a ja jestem gotowy.
Mój adiutant się pręży – a tyś niespokojna,
Rozpocząłem potężny nalot nalot dywanowy.
Linia frontu przebiega przez kotlinę łona.
Armia rusza dziarsko spośród piersi wzgórz
I mój dzielny żołnierz pokona cię lub skona.
Dywizja pancerna w dolinie jest już.
Na podmokłym terenie mój desant zanika,
Zajmuje pachnącą sawannę twych ud.
A cel jest w zasięgu wyciagnięcia języka.
Czy w pełni docenisz żołnierski mój trud?
Zajmuję pozycję. Gotowość bojowa.
I bombarduję cię pieszczotami.
Nie istnieje wcale tarcza rakietowa,
Żadnych pól minowych nie ma między nami.
Łuk lotu pocisku z potężną głowicą
Ma koniec w tej grocie, gdzie sztab ma obrona.
Ucieka twe wojsko, bezładną ławicą.
Mój odważny żołnierz zadanie wykonał.
No i na deserek odrobina muzyki, tym razem dziwny wybór – Kylie Minogue “In My Arms”
Zaszufladkowany do: @wierszem
Dziś coś z klasyki, ostrej jak brzytwa. I nie mówcie, że jestem zboczony.
W malinowym chruśniaku
(pierwotna wersja, której Leśmian nie chciał opublikować)
W malinowym chruśniaku przed ciekawym wzrokiem
Zapodziani po głowę przez długie godziny
Kochałem cię jak inne wszystkie swe dziewczyny,
W zgrabnej tej pozycji, co się zowie “bokiem”.
Ty mruczałaś głośno, ja łamałem kwiaty,
A rdzawe guzy na słońcu wygrzewał liść chory,
Gdy w ustach trzymałem piersi twych wisiory,
A do ud twych się skradał mój organ kosmaty.
Duszno było od westchnień, strasznieś mnie drapała…
A szept nasz tylko wówczas cichnął wśród potu twej woni,
Gdyś mi go trzymała w prześlicznej swej dłoni
I gdym się nim wgłębiał w otwory twego ciała.
I stało wciąż w malinach me narzędzie pieszczoty!
Tej pierwszej, tej zdziwionej, i mierzyło w ciebie.
Włożyłem – wyciągnąłem, było ci jak w niebie,
“Powtarzaj, ukochany” – nabrałaś ochoty.
I nie wiem, jak się stało, w którym oka mgnieniu,
Żeś dotknęła mi pupą spoconego czoła,
Więc ci dałem klapsa – oddałaś w skupieniu,
Aż echo plaśnięcia rozległo się dokoła.
Pierwszy raz od wielu dni miałem dziś okazję popracować z Przyjacielem. Poczuć więź mózgów przez pracę w tzw. teamie. Nie działaliśmy razem już od kilku chyba lat, z góry cieszyłem się na to jak dziecko, po takiej pracowej rozłące. I było jak dawniej – może tylko mniej luzu, za to więcej chłodnego profesjonalizmu, w końcu w reklamie (to branża, w której siedzimy obaj) mamy coś ponad dziesięcioletni staż. Nie wiem jak Przyjaciel – ale ja poczułem magię. Poczułem sie jak dawniej, gdy siedzieliśmy razem i tworzyliśmy rzeczy niestworzone bez narzucania sobie jakiegoś kagańca i barier. Fakt, że teraz bariery istnieja, robimy coś wg dość wyraźnych wytycznych – ale i tak było całkiem miło.
Dzień spłynął mi właśnie na tym, poranek z synem a popołudnie-wieczór z Przyjacielem. A. wyfrunęła do koleżanki, Dziobak starał się nam grzecznie nie przeszkadzać, pytając ze dwa razy czy dalej “programujemy reklamy”. ![]()
Rozmawiałem z A. przed snem, dość smutna to była rozmowa. No, może nie smutna – ale temat był smutny – o koleżance, która ma dziecko, męża gdzieś za granicą i ledwo daje radę tutaj, a pod względem mieszkaniowym naprawdę kiepsko.
A teraz siedzę sobie i zastanawiam się – czy pracować dalej samodzielnie, złapać za PlaySyation czy może spisać kolejne wiersze, które narodziły sie we mnie w międzyczasie. Zresztą – od pewnego czasu cała ta “kreatywność” aż się wylewa ze mnie i nie bardzo mam nawet czas, żeby ja spożytkować. Mam nadzieję tylko, że nigdy jej nie zbraknie. Amen.
Ostatnio co coś zalinkuję z YouTuba – to to zdejmują od razu… Może teraz się uda. Dla Ciebie, Przyjacielu.
Red Hot Chili Peppers – My Friends
Dziś wiersz smutny i przygnębiający. Coś, po czym zmieni się wasze spojrzenie na świat, Coś, po czym poczujesz się drogi czytelniku wstrząśnięty – nie zmieszany. Oto ta perła poezji ursynowskiej:
Ostatnie pożegnanie
W żalu nieutuleni
I pogrążeni w bezbrzeżnym smutku,
Tragedią naszą strwożeni
Będziemy płakać do skutku…
To było dla nas szokiem…
Odzszedł ten, co nas złączył.
W budce przed naszym blokiem
Przed chwilą…
browar się skończył.
Ostatnio mało piszę o sobie. I wogóle ostatnio mało piszę. I jakoś mi z tym dobrze, bo nie mam nic chyba za bardzo do powiedzenia poza tym, że usiłuję naprawiać stare błędy. Chyba się udaje póki co. Może jutro napiszę coś więcej. Stay tuned.